Teksty - menu

FISH

Okładka

"Vigil In A Wilderness Of Mirrors"
(Czuwanie na bezludziu pełnym luster)
1990

1. Vigil
2. Big Wedge
3. State Of Mind
4. The Company
5. A Gantleman's Excuse Me
6. The Voyeur (I Like To Watch)
7. Family Business
8. View From The Hill
9. Cliche


"Czuwanie"
Posłuchajcie, wysłuchajcie mnie do końca
Proszę was o uwagę.
Uciszcie się, by usłyszeć głos w tłumie
Miesza mi się wszystko i nic już nie rozumiem
Wiem, że czujecie to samo
I zawsze chcieliście to wyrzucić z siebie
Lecz nie macie szans,
Jesteście tylko głosem w tłumie.
Już nie wiem, o co tu chodzi
Wszystko się zatarło.
Nie umiem odróżnić dobra od zła
Po prostu nic już nie rozumiem.

Siedziałem tu i rozmyślałem nad zamianą
Nowego świata na stary,
Tak jak zmienia się kanały w TV
Lub brud, w którym stoimy, na złoto.
Gdy byłem mały, ojciec powiedział mi,
Że umierają tylko źli.
Wtedy było to tylko niewinne kłamstwo,
Jedno z pierwszych, jakie słyszałem,
Lecz ono właśnie zraniło mnie najbardziej,
A prawda ukłuła jak łzy w oczach,
Że nawet dobrzy muszą umrzeć,
Bez przyczyny, bez morderstwa, nigdy nie pojąłem
dlaczego, nawet teraz skłania mnie to do płaczu.

Jeśli jest tam ktoś na górze,
Może rzuciłby mi linę,
Wyciągnął pomocną dłoń,
Okazał trochę zrozumienia
I odpowiedział na pytania,
Które mnie dręczą.
Jeśli jest tam ktoś na górze
Może rzuciłby mi linę
Wystarczy nikłe światełko,
Które pomoże odróżnić dobro od zła
I odpowiedział na kilka pytań,
Które mu zadaję.
Wciąż czuwam na bezludziu pełnym luster,
Gdzie nic nie jest nigdy tym, czym się wydaje
Jesteś tak blisko mnie, lecz nic nie rozumiesz
Gdyż to, co widzimy, nie jest wcale tym, czym się wydaje.
Czyżbym był ślepy?

A wy siedzicie tam i mówicie o rewolucji,
Lecz czy potraficie powiedzieć kto nią kieruje?
Jeśli powiecie mi, po której stronie walczycie,
Dołączę do was i chętnie pomogę w przygotowaniach,
Lecz na razie wolność wypisana jest tylko
Na waszych koszulkach,
A nasze głosy zdławiła chciwość.
Nasze umysły opanowała wiedza,
Wizja wzgórza i chęć odniesienia sukcesu.
A jeśli nie w to wierzycie,
Dajcie mi znać,
Że nie jestem sam,
Że nie jestem tylko głosem w tłumie.

Jeśli jest tam ktoś na górze,
Może rzuciłby mi linę,
Wyciągnął pomocną dłoń,
Okazał trochę zrozumienia
I odpowiedział na kilka pytań,
Które mu zadaję!
Jeśli jest tam ktoś na górze
Może rzuciłby mi linę,
Wystarczy nikłe światełko,
Które pomoże odróżnić dobro od zła
I odpowiedział na kilka pytań,
Które mu zadaję.

Wciąż będę czuwał na bezludziu pełnym luster,
Gdzie nic nie jest dokładnie tym, czym się wydaje.
Wyciągasz rękę,
Jesteś tak blisko, że niemal możesz tego dotknąć,
Lecz to znika zawsze wtedy, gdy jest już takie bliskie.
Ale któregoś dnia przekonamy się,
Że stoimy w blasku światła.
Póki to nie nastąpi,
Będę czuwał na bezludziu pełnym luster.
Nic tu nie jest tym, czym się wydaje.
Boję się krzyczeć,
By nie zwrócić na siebie uwagi sił,
Które kontrolują nasze myśli i nasze życie,
Gdyż wtedy dowiedzą się, że to, czego pragnę,
Jest bronią najstraszliwszą.
Jest nią prawda.

Dzień po dniu to narasta
Dzień po dniu staje się potężniejsze.
A gdy nie mam już sił, by krzyczeć
I gdy potrzebuję wsparcia
Wtedy wsłuchuję się w tłum.
Do góry

"Wielki szczyt"
Wczoraj odkryłem nową religię,
Przechodziłem właśnie kontrolę paszportową
Ksiądz wsiadł do cadillaka,
A pucybut śpiewał pieśni gospel,
Podczas gdy Bóg i jego księgowi odjechali.
Zobaczysz go wszędzie na żywo w TV
Albo na stadionie
Rozkołysanym wczoraj przez Szatana.
Ofiara wiernych
Wolna jest od podatku
Wystarczy na kampanię prezydencką
Oraz jacht.

A my wszyscy chylimy głowy
Przed wielką górą
I kupimy sobie
Małe niebo tutaj na ziemi.
Sprzedajemy nasze dusze,
Żeby tylko dotrzeć na szczyt Wielkiej Góry
Czy nie sprzedajemy jutra, płacąc dniem dzisiejszym?

Chirurg koryguje ci twarz przez telefon.
Koncert na elektronicznych organach Casio
Umila ci sprawowanie władzy.
Jesteś nadziany niczym Madonna lub Bardot.
Dali czy Picasso zdobi twe ściany.
Wyglądasz dobrze,
Dobrze ci z Wielką Górą.
Czy hamujesz nadejście jutra, zadowalając się dniem dzisiejszym?
Oni wszyscy próbują wspiąć się na szczyt wielkiej góry
Czy nie sprzedajemy jutra, płacąc dniem dzisiejszym?

Sprzedasz grunt pod nogami,
Sprzedasz naftę i drzewa,
Swe ideały, integralność,
Swoją kulturę i historię.
Dzieci oddasz w niewolę,
By pracowały w ich fabrykach.
Sprzedasz swą matkę i rodzinę,
W końcu sprzedasz cały świat.
IMF i CIA to jedno i to samo,
Bez różnicy!
Wszystko zależy tylko od punktu widzenia.

Ameryka, Ameryka - Wielki Szczyt.
Dziś kupują swymi obietnicami twoje jutro.
Obiecują ci szczyt Wielkiej Góry,
A swoje słowo złamią następnego dnia,
Tak jak złamali ci serce.
Kiedy zrozumiecie wszyscy,
Że jest już za późno
I że sami jesteście sobie winni,
Że wczoraj sprzedaliście jutrzejszy dzień,
By dotrzeć na Wielki Szczyt?
Do góry

"Stan umysłu"
Nie ufam rządowi
Ani jego przeciwnikom
Nie dlatego, że jestem paranoikiem,
Ale tak po prostu, z zasady.
Każdego dnia słyszę gdzieś w środku niewielki krzyk.
Każdego dnia słyszę, że jest coraz głośniejszy
Chcę tylko wyciągnąć rękę i dotknąć kogoś
Bo czuję, że potrzebuję przyjaciela
W tej ciemnej godzinie.

My, ludzie, mamy już dość waszych kłamstw.
My, ludzie, wierzymy, że już nadszedł czas.
Domagamy się
Naszego prawa poznania odpowiedzi.
Powołujemy precedens
Na stanowisku ministra stanu umysłu.

Ufam konspiracji
I militarnej sile.
Na tym bezludziu pełnym luster
Nawet moja mowa nie jest wolna.
Każdego dnia słyszę gdzieś w środku niewielki krzyk.
Każdego dnia słyszę, że jest coraz głośniejszy
Chcę tylko wyciągnąć rękę i dotknąć kogoś
Bo czuję, że potrzebuję przyjaciela
W tej ciemnej godzinie.

My ludzie
Chcemy dla odmiany szczerości.
Ponieważ my, ludzie
Jesteśmy zmęczeni waszymi gierkami
Jeśli wciąż będziecie obrażać nas tanią propagandą
Powołamy precedens
Na stanowisku ministra stanu umysłu.

Każdego dnia słyszę gdzieś w środku niewielki krzyk.
Każdego dnia słyszę, że jest coraz głośniejszy
Chcę tylko wyciągnąć rękę i dotknąć kogoś
Bo czuję, że potrzebuję przyjaciela
W tej ciemnej godzinie.

Kiedy my, ludzie
Zostaniemy przyciśnięci do muru,
Czy wtedy my, ludzie zdołamy przejąć kontrolę?
Kiedy za późno będzie powstrzymać własną egzekucję,
Kiedy staniemy przed finałowym rozwiązaniem,
Nie rozpoczniecie wyśnionej rewolucji
Bo oberwiecie kulkę w tył waszego umysłu.
To tylko stan umysłu.
Do góry

"Towarzystwo"
Tam gdzie żebracy biorą czeki,
A dzieci kradną karty kredytowe
Z kieszeni rozbitków życiowych leżących na drodze,
Doszedłem do swojej przyszłości
Było do zaledwie wczoraj.
Nie byłem pewny przeszłości,
Która skręca mi wnętrzności.

Stawiasz mi drinka i myślisz,
Że masz prawo
Wpełzać do mojej głowy i grabić moją duszę.
Mówisz, że jestem wolnym człowiekiem,
Ale chcesz z mojej strony kompromisów.
Mówisz bym sprzedał swoje marzenia
I obiecujesz, że mi się to opłaci.

Chłopcy, wypijcie za mnie teraz
Tu na wzgórzu, w połowie drogi na szczyt
Chłopcy, wypijcie za mnie teraz
Tu na wzgórzu, w połowie drogi na szczyt.

Mówisz mi, że jestem pijany,
A później siadasz
I uśmiechasz się przez chwilę
Przekonany o swej nieomylności
I że wciąż panujesz nad swoim rozumem.
Śmieję się z twojej pewności siebie,
Od twych nieszczerych banałów chce mi się rzygać.
Szybciej zrozumiesz, że jestem idealnie szczęśliwy,
Jeśli pozwolisz mi samemu wybrać towarzystwo.

Chłopcy, wypijcie za mnie teraz
Tu na wzgórzu, w połowie drogi na szczyt.
Urodziłem się dla towarzystwa
I będę dla niego żył aż do śmierci

Szybciej zrozumiesz, że jestem idealnie szczęśliwy,
Jeśli pozwolisz mi samemu wybrać towarzystwo.
Wybieram towarzystwo jednostki osobliwej,
Całkowicie godnej zaufania, szczerej i otwartej,
Eleganckiej i doświadczonej,
Mądrej i pełnej uroku.
Dlatego odczepcie się, to jestem ja sam.

Chłopcy, wypijcie za mnie teraz...

Marzę o towarzystwie
Będę żył dla towarzystwa do śmierci.
Marzę o towarzystwie
Będę pił za nie, aż nadejdzie po nas śmierć
Aż nadejdzie po nas śmierć
Aż nadejdzie po nas śmierć.
Do góry

"Dżentelmeńska wymówka"
Czy wiąż trzymasz papierowe kwiaty
W dolnej szufladzie z belgijskimi koronkami
I wyjmujesz je każdego roku,
Żeby zobaczyć jak blakną kolory?
Czy wciąż wierzysz w bajeczki,
W mury błyszczących zamków chroniące
Je przed smokami
Ukrytymi w pieczarach pod wzgórzem?

Czy wciąż jesteś rosyjską księżniczką
Uratowaną przez cygańskiego tancerza?
Czy dla każdego kto posłucha,
Masz jeszcze jakąś opowieść?
Żyjesz we własnej fantazji.
Twój pamiętnik jest romantyczną fikcją.
Czy nie rozumiesz, że to dla mnie trudne?
Czy rozumiesz, co staram się ci powiedzieć?

To jest dżentelmeńska wymówka.
Zrobię więc jeden krok w bok.
Czy możesz wbić sobie do głowy,
Jestem już zmęczony tym tańcem,
Gdyż aby zrobić jeden krok do przodu
Cofamy się dwa do tyłu.
Czy możesz sobie wbić do głowy,
Że jestem zmęczony tym tańcem?

Wiem, że nadal lubisz staromodne walce,
Swoje odbicie w lustrze,
Z którym flirtujesz sunąc po podłodze.
Lecz gdybym powiedział ci, że muzyka się skończyła
Czy chciałabyś usłyszeć,
Że twoja karta taneczna jest pusta,
Że nikogo przy tobie nie ma?

Czy nadal wierzysz w Św. Mikołaja
I że jakiś milioner
Szuka właśnie twoich drzwi
Z kluczem do życia,
Którego i tak nie zrozumiesz?
Wszystko co mogę ci dać to miłość, którą mam.
Jest do wzięcia za darmo,
A jej wartość zobaczysz,
Kiedy zrozumiesz, co próbowałem ci powiedzieć.

To jest dżentelmeńska wymówka.
Zrobię więc jeden krok w bok.
Czy możesz wbić sobie do głowy,
Jestem już zmęczony tym tańcem,
Gdyż aby zrobić jeden krok do przodu
Cofam się dwa do tyłu.
Czy możesz wbić sobie do głowy,
Że po tym kroku do przodu
Nie będzie już powrotu?
Czy możesz wbić sobie do głowy,
Że jestem zmęczony tym tańcem,
Że skończyliśmy nasz taniec?
Do góry

"Podglądacz (Lubię patrzeć)"
Śledzę satelitę, namierzam jego działanie
Życie krwawi kłamstwem na żywo w twoim pokoju.
Nasze zmysły na zmieniaczu kanałów,
Porażone przeciążeniem.
Z Lockerbie do Libanu
Coraz bliżej każdego dnia.
Hollywood i Hungerford to tylko migawki.

Lubię patrzeć na nieprawdopodobne obietnice
Uprzejmych polityków.
Lubię na nich patrzeć bardziej
Niż na pornole na video.
Lubię patrzeć.

Zawodzący płaczliwym głosem nudziarz,
Królowa piękności zadająca cios w plecy,
Podniecające pigułki powodują
Erotyczne sny.
Fatalne zauroczenie, prywatne sprawy na aukcji,
Kredens pełen kościotrupów
Wyskakuje na scenę.

Lubię patrzeć na sfilmowane katastrofy
Pokazywane w zwolnionym tempie.
Lubię patrzeć na wywiady sportowe
I wyważanie drzwi wejściowych.
Lubię patrzeć

Patrzeć na odbicie mojej twarzy
W pustym ekranie telewizora,
Gdy skończył się program.
Lubię udawać, że to ja tam jestem
Tematem dnia, że to mnie filmują
Łapiąc mój lepszy profil.
Nie dbam o to, że to tylko moment,
Ważne, że w najlepszej porze oglądalności.
Ważne, że wszyscy przyjaciele
I moja rodzina mnie widzi,
Że świat pozna moje imię - Prosimy do nas!

Lubię patrzeć na spekulacje psychologów,
Na analizy analityków.
Lubię patrzeć - moje metody i motywy,
Tematy rozmów
Lubię patrzeć -
Wyłączać, włączać...
Do góry

"Rodzinna sprawa"
Słyszałem wrzaski po drugiej stronie ściany
Przykryłem głowę poduszką
I próbowałem to wszystko zignorować.
Każdej nocy, gdy słyszę twój głos,
Myślę o wyważeniu twoich drzwi
Aby niczym rycerz w lśniącej zbroi,
Uratować cię od tego wszystkiego,
Od tej rodzinnej sprawy.
Jak długo pozostanie to sprawą rodzinną?
To nikogo nie powinno obchodzić, to sprawa rodzinna.
Ale powiedz mi, jak długo pozostanie to sprawą rodzinną?

Kiedy widzę cię w supermarkecie,
Okulary przeciwsłoneczne
Chronią cię przed narzucającymi się pytaniami,
Skąd wzięły się te siniaki?
Dzieci trzymają się mocno twych nóg.
Tak wiele chciałyby powiedzieć,
Ale tatuś siedzi w domu znów pijany,
Więc zaciskają usta i modlą się,
Bo tatuś nie lubi ludzi
Wtrącających się w jego prywatne sprawy.
A jeśli ktoś z socjalu zapyta?
Cóż, potknęłaś się na schodach...

To sprawa rodzinna,
Niech to zostanie w rodzinie.
Czy możesz mi powiedzieć,
Jak długo zostanie to sprawą rodzinną?
To nikogo nie powinno obchodzić, to sprawa rodzinna,
Ale powiedz mi,
Jak długo pozostanie to sprawą rodzinną?

Ona czeka na przystanku autobusowym
U stóp wzgórza.
Wie że autobus nigdy nie przyjedzie
I ona nigdy do niego nie wsiądzie.
Dzieci są jedyną treścią jej życia.
Nie ma już nic do stracenia.
Nie ma dokąd uciec
Chociaż wie, że musi to zrobić,
Gdyż kiedy tatuś otuli dzieci do snu,
To trwa dłużej każdej nocy,
A niebo, na które czekanie
Jest piekłem, trwa całą noc.

To sprawa rodzinna,
Niech to zostanie w rodzinie.
Czy możesz mi powiedzieć
Jak długo zostanie to sprawą rodzinną?
To nikogo nie powinno obchodzić, to sprawa rodzinna,
Ale powiedz mi,
Jak długo pozostanie to sprawą rodzinną?

Więc staję się współwinnym
I nie mam alibi.
Ofierze na progu drzwi
Mogę się usprawiedliwić tylko słowami:
"To sprawa rodzinna, sprawa rodzinna."
Jak długo jeszcze pozostanie to w rodzinie?
Do góry

"Widok ze wzgórza"
Siedzisz i myślisz,
Że wszystko idzie w górę jak róża,
Lecz nie widzisz chwastów
Oplatających twe stopy.
Nie widzisz lasu dla drzew
Gdyż las płonie,
A ty mówisz, że to dym sprawia,
Że płaczesz.
Sprzedali ci widok ze wzgórza.
Powiedzieli ci, że widok ze wzgórza
Będzie rozleglejszy
Od tego jaki widziałeś kiedykolwiek.
Sprzedali ci widok ze wzgórza.
Sprzedali ci widok ze wzgórza.

Byłeś tancerzem i szczęściarzem,
Byłeś poetą i głupcem.
Dla władzy bezprawia
Złamałeś wszystkie zasady.
Jesteś wyjątkowym dekadentem,
Masz wysokie ambicje.
Jednym okiem patrzysz za siebie,
A drugim patrzysz na wzgórze.

Zwykłeś mówić, że bałeś się wysokości -
Kręci ci się w głowie.
Powiedziałeś, że nie lubisz kiedy twoje nogi
Są daleko od ziemi.
Ale oni powiedzieli ci,
Że tam znajdziesz czystsze powietrze.
Obiecali ci więcej swobody
I przestrzeni życiowej.
Sprzedali ci widok ze wzgórza.
I powiedzieli ci, że widok ze wzgórza
Jest rozleglejszy od każdego jaki wcześniej widziałeś.

Trzymałeś się twardo -
Myślałeś, że ni wejdą w twój rozum.
Twoje ideały sięgały wyżej
Niż kiedykolwiek mógłbyś się wspiąć.
Myśleliśmy, że nie zdołają cię kupić,
Że cena będzie zbyt wysoka,
Że bogactwa tam oferowane
Nie zdołają cię zaślepić.
Lecz twoja świadomość utknęła
Między schematami,
A twój osąd został zaślepiony
Twoimi wizjami i marzeniami.
Modliłeś się i miałeś nadzieję,
Że ten widok ze wzgórza
Jest rozleglejszy niż każdy, który widziałeś wcześniej.
Dla tego widoku ze wzgórza
Podnieśliśmy głowy wysoko.
(Czujesz jak pachną róże?)

Wszyscy których kochałeś i okłamałeś
Są teraz porzuconymi obcymi.
Liczyli się wszyscy ci,
Do których się wspinałeś.
Byłeś zawsze wierny
Swoim mistrzom i podobnym sobie.
Popierałeś każdego
kto tutaj doszedł.
Krawędź była w środku,
A ty poszedłeś na całość,
Bawiłeś się w gierki,
Których nauczyłeś się wczoraj.
Krążyłeś wszędzie jak głupiec o znanym nazwisku.
Bronisz swej pozycji aby móc podziwiać
Widok ze wzgórza.

Sprzedali ci widok ze wzgórza.
Spójrz na ten widok ze wzgórza,
A odkryjesz, że wcale nie sięga dalej,
Niż widziałeś wcześniej.
Sprzedali ci widok ze wzgórza.
Sprzedali ci widok ze wzgórza.
A ty wziąłeś wszystko,
Co było widać.
Po prostu wszystko układa się dobrze.
Do góry

"Frazes"
Mam reputację człowieka
elokwentnego.
Romantyczny typ poety, jakoś tak mówią.
Trudno mi jednak wyrazić to,
Co czuję do ciebie
Bez wplatania starych frazesów.
Tą pieśń rozpoczynałem już wiele razy
Nigdy jednak nie udało mi się uniknąć tego,
Co ty nazwałabyś starym frazesem.
Chcę powiedzieć, że cię potrzebuję,
Że tęsknię, gdy cię nie ma
I że to przeznaczenie... No właśnie,
Znowu stary frazes.
To właśnie ten sam wytarty frazes.
Nie w tym rzecz, że jestem speszony czy nieśmiały.
Przecież znasz mnie nazbyt dobrze.
Chcę jednak stworzyć pieśń wyjątkową
I żebyś ty poznała,
Że napisałem ją tylko dla ciebie,
Dla nikogo innego,
Dla mojej najlepszej przyjaciółki, mojej ukochanej.
Gdy potrzebuję pomocy - frazes - frazes?

Wszystko co chcę ci powiedzieć
Jest opakowane w wytarte frazesy.
Tak długo czekałem, aby cię odnaleźć.
Przeżyłem ból złamanego serca i cierpienie.
Ale to już wiesz,
Przecież przeżyłaś to samo.
Dlatego właśnie próbuję powiedzieć
Z największą szczerością
Coś co jest
Najbardziej proste,
Że najlepszy jest wytarty frazes.
To proste , najlepszy jest stary frazes.
Zawsze najlepszy jest stary frazes
Pozwolę więc, aby to był ten najlepszy
Stary frazes - Kocham cię!


Teksty - menu  Do góry  Strona główna