Teksty - menu

MARILLION

"Script For A Jester's Tear"
(Przepis na błazeńską łzę)
1983

1. Script For A Jester's Tear
2. He Knows You Know

3. The Web
4. Garden Party
5. Chelsea Monday
6. Forgotten Sons


"Przepis na błazeńską łzę"

A więc jestem znów na placu zabaw złamanych serc
Jeszcze jedno doświadczenie, jeszcze jedna notatka
W pamiętniku, własnoręcznie pisanym
Jeszcze jedno emocjonalne samobójstwo
Przedawkowałem uczucia i dumę
Za późno by mówić, że cię kocham
Za późno raz jeszcze odegrać przedstawienie
Porzucając relikty na mym wczorajszym placu zabaw

Przegrywam na huśtawkach,
Przegrywam na karuzelach
Przegrywam na huśtawkach,
Przegrywam na karuzelach
Zbyt wiele, zbyt szybko, zbyt daleko, by iść
Za późno bawić się dalej - gra jest skończona
Gra jest skończona

A więc jestem znowu na placu zabaw złamanych serc
Przegrywam na huśtawkach, przegrywam na karuzelach
Gra jest skończona, skończona
Jeszcze jedno emocjonalne samobójstwo
Przedawkowałem uczucia i dumę
Przegrywam na huśtawkach, przegrywam na karuzelach
Gra jest skończona
Za późno by mówić, że cię kocham
Za późno raz jeszcze odegrać przedstawienie
Gra jest skończona

Odtwarzam swoją rolę w klasycznym stylu
Męczennika z pokrętnym uśmiechem
Aby wykrwawić tekst tej piosenki
Opisać rytuały, którymi mam naprawić swe błędy
Epitafium dla zaprzepaszczonego marzenia
Egzorcyzmy na cichy wrzask
Wrzask zrodzony z cierpienia

Nigdy nie napisałej tej piosenki o miłości
Słowa jakoś nigdy nie cisnęły mi się na usta
Teraz smutny we wspomnieniach
Czyżbym szukał ideału?
Badam cienie po drugiej stronie poranka
I badam cienie po drugiej stronie żałoby
Obiecane wesele stało się stypą
Obiecane wesele stało się stypą
Stypą

Głupiec zbiegły z raju spojrzy przez ramię i zapłacze
Usiądzie i gryząc narcyzy będzie powtarzał "dlaczego?"
A gdy ty dorośniesz i opuścisz plac zabaw
Gdzie pocałowałaś swego księcia i znalazłaś swoją żabę
Przypomnij sobie błazna, który pokazał ci łzy
Przepis na łzy

Tak więc zachowam milczenie na zawsze
Gdy ty będziesz paradować w swej ślubnej sukni
W ciszy mego wstydu
Niemowa który nauczył się pieśni syren
Jest już solistą w tej grze
Lecz gra jest skończona
Czy wciąż umiesz powiedzieć, że mnie kochasz?
Do góry

"On wie, ty wiesz"

Włączasz prąd, żółta gorączka
Pełznie w górę ściany twej łazienki
Śpiewasz psychodeliczne psalmy
W głąb porcelanowej wazy
Masz jad w swoim żołądku, 
Masz truciznę w głowie
Powinieneś był słuchać księdza przy spowiedzi
Gdy podał ci święty opłatek

On wie, ty wiesz, on wie, ty wiesz...
On wie, ty wiesz lecz problemy nie znikają!

Szybko wstrzyknięta, kryształowa gorączka
Niczym rój w strzaskanym umyśle
Lodowate igły zamrażają emocje
Ślepy prowadzi ślepego
Masz jad w swoim żołądku, 
Masz truciznę w głowie
Gdy twoja świadomość podszepnęła
Naprężyły się żyły
Poszedłeś na spacer ze śmiercią

On wie, ty wiesz, on wie, ty wiesz...
On wie, ty wiesz
On ma doświadczenie, on ma doświadczenie
On wie, ty wiesz - lecz problemy nie znikają!
Problemy, problemy...

On wie... Tniesz nadgarstki - szkarłatna gorączka
Wypełza spod drzwi twojej łazienki
Pulsujące arterie wyrzucają swe problemy
Przez otwór który wycięła brzytwa
Masz jad w swoim żołądku, 
Masz truciznę w głowie
Powinienes był słuchać pytań swego psychoanalityka
Gdy leżałeś na jego kozetce

On wie, ty wiesz, on wie, ty wiesz...
On wie, ty wiesz lecz problemy nie znikają!

Oczy bez wyrazu, purpurowa gorączka
Wlewająca się przez zamarznięte szyby
Odrobiłeś lekcje o wiele za późno
Studiując wiązania chemicznego łańcucha
Masz jad w swoim żołądku, 
Masz truciznę w głowie
Powinieneś był zostać w domu i porozmawiać z ojcem
Wysłuchać kłamstw które ci wciskał

On wie, ty wiesz, on wie, ty wiesz...
On wie, ty wiesz lecz problemy nie znikają!

On wie, ty wiesz, on wie, ty wiesz...
On wie, ty wiesz lecz problemy nie znikają!

On wie, ty wiesz, on wie, ty wiesz...
On wie, ty wiesz lecz problemy nie znikają!
On wie, ty wiesz, on wie, ty wiesz...
On wie, ty wiesz
On ma doświadczenie, on ma doświadczenie
On wie, ty wiesz
Wiesz, wiesz, wiesz...
Do góry

"Sieć"

Deszcz tłucze w moje okno
Ta symfonia odbija się echem w moim wnętrzu
Spojrzeniem obrzucam ściany tego mieszkania
By skorygować granice mego grobowca

Jestem jak cyklopi w kamienicach
Jestem duszą bez celu
Płaczę wśród moich gumowych roślin
Ignorując kuszące drzwi
Wycinki z prastarych gazet
Leżą rozsypane po podłodze
Poplamione winem wylanym z potłuczonego szkła
Nic nie znaczące słowa na od dawna pożółkłych stronicach
Wyblakłe zdjęcia obnażające mój umysł
Skończyłaś już bawić się w kata
Rzuciłaś kości przeznaczenia
Poradź, poradź, poradź mi
Ten całun mi nie wystarczy

Starając się odrzucić te lgnące wspomnienia
Jestem tylko po to, by tarzać się w naszej przeszłości
Swymi wymówkami wytwarzam pajęczynę
Modlę się, by jej nitki wytrzymały
Ach proszę wytrzymajcie

W pułapce na muchy musi być owad
Bluszcz pieści ściany
Igły uprawiają miłość z narkomanami
Syreny uwodzą swym śpiewem
Pewność siebie opuściła mnie,
Wraz z tobą porzuciła mnie
Zagubiony i odtrącony, pogardzany i samotny
Całuję alienację w rozgorączkowane czoło
Zaufanie ściska mnie, mrok grozi mi
Twoje racje były oczywiste
Tak powiedzieli moi przyjaciele
Ja tylko śmiałem się z twych łez
Lecz nawet błazen czasem płacze

Rozumiem, że trzymam klucz do wolności
Nie mogę pozwolić by moim życiem rządziły nitki
Czas już podjąć decyzję
Zmiany muszą nastąpić
Rozumiem, że trzymam klucz do wolności
Nie mogę pozwolić by moim życiem rządziły nitki
Czas już podjąć decyzję
Zmiany muszą nastąpić

Teraz opuszczam ciebie, przeszłość powiedziała swoje
Już prawie cię zapomniałem
Jesteś cierniem w mym sercu
Decyzje zostały podjęte, podjęte,
Zostały podjęte
Pokonałem moje lęki, wszystkie moje lęki
Jaskrawy całun
Do góry

"Przyjęcie w ogrodzie"

Wydają dziś przyjęcie w ogrodzie
Zaprosznia wzywają debiutantów do zabawy
Karierowicze polerują szczeble drabiny
Marnotrawni synowie na nowo odnajdują ojców
Wściekłe jaja i przeszkody w kolejce
Niegrzecznie zbudzone ze swej drzemki
Znowu nadszedł czas mordu na trawnikach
Przy spokojnych wodach rzeki Cam

Korki od szampana strzelają w słońce znowu
Śmigające jaskółki przegania melodia skrzypiec znowu
Zbombardowane Straussem chowają się nadąsane
Pod zmurszałymi daszkami, znowu

Aperitify wypite w nadmiernej ilości
Powalają stołowników na trawę
Pary włóczą się po krużgankach
Społeczne pijawki cytują Chaucera

Syn doktora, córka pastora
Gdzie, czemu nie, czy powinni, czy wypada,
Proszę nie kłaść się na trawie
Chyba że w towarzystwie
Czy mogę się ośmielić i zaproponować Otella?

Kajakowanie na rzece Cam to wspaniała zabawa mówią
Polowanie z psami na nizinach, zapraszamy, mówią
Rugby to najlepsza gra dla mężczyzn tak mówią

Kajakuję, poluję
Chleję, wyleguję się
Bujam się, pierdolę
Więc zapraszamy, oto przyjęcie!

Angie posypuje talkiem następnego siniaka
Matka uśmiecha się, też tak robiła
Gaduły  ględzą, a plotki piętnują
Pozerzy pozują, fotoreportwerzy błyskają

Uśmiechy zbrukane sztucznym wdziękiem
Padamy w dworskie ramiona
Wzmianki w lokalnych gazetach są już zapewnione
A potem powrót i zmieszanie się z tłumem
Ach cóż to za tłum
Do góry

"Poniedziałek w Chelsea"

Księżniczka jak z podręcznika, początkująca uwodzicielka
Kryje się w celofanowym świecie, w błyszczącym mieście
Oczekuje księcia w białym capri
Dynamiczny młody Tarzan zabiega o królową sypialni

Udaje aktorkę w tej łóżkowej scenie
Uczy się tekstów z barwnych magazynów
Zbierając wszystkie perły z nitek swych dziecięcych marzeń
Kandyduje do głównej roli na srebrnym ekranie

Cierpliwości tandetny aniele
Cierpliwości perfumowane dziecko
Któregoś dnia będą cię kochać
Oczarujesz ich tym uśmiechem
Ale na razie czeka cię tylko następny
Poniedziałek w Chelsea

Błądząc ze swym kadzidłem po londyńskich labiryntach
Robisz miny w neonowej krainie czarów
Grając dla cieni błądzących
Po zniszczonych kamiennych niszach
Czyż ośmieliłaby się recytować monologi
Ryzykując chłodną reakcję

Będzie się modlić o niedziele bez końca
Wchodząc w szafranowe zachody słońca
Czarować duchy kochanków
Z poszarpanych resztek świtu
Zaspokojona ale już zapomniana
Miraż Saint Tropez
Wonna prężykuśka, zwiędła róża

Cierpliwości tandetny aniele
Cierpliwości perfumowane dziecko
Któregoś dnia będą cię kochać
Oczarujesz ich tym uśmiechem
Ale na razie czeka cię tylko następny
Poniedziałek w Chelsea

Księżniczka jak z podręcznika
Początkująca uwodzicielka
Zakopana w swoim celofanowym świecie
W błyszczącym mieście
Do góry

"Zapomniani synowie"

Armalit, uliczne światła jak kąsający wąż
Błądzą po dachach w poszukiwaniu snajpera,
Żmiji, wojownika, śmierć w ciemności.
On cię okaleczy, zrani, zabije
Dla sprawy od dawna zapomnianej
Na nie tak obcych brzegach
Chłopcy ochszczeni wojną

Morfina, przeszywający krzyk, zły sen
Robisz za mięso armatnie
W maskujących kombinezonach przy workach z piaskiem
Twoja dziewczyna poślubiła twego najlepszego przyjaciela
Koniec miłości, zjadliwy list
Zawsze będzie cię przeszywał dreszcz
Rzucasz się, przewracasz, zasypiasz
Te rany palą tak głęboko, tak głęboko

Twoja matka wychodzi z siebie,
Gdy ruszają kamery
Panoramiczny widok znów ożywa pole śmierci
Twój ojciec opróżnia jeszcze jeden kufel piwa
Jest jednym z nielicznych których to obchodzi
Wypełza zza saraceńskiej powłoki
Z bezpiecznej pozycji swego fotela
Zapomniani synowie, zapomniani synowie, zapomniani synowie

I gdy patroluję dolinę trójbarwnych cieni
Muszę bać się zła bo jestem śmiertelny
A śmiertelni mogą jedynie umrzeć
Zadaję pytania, domagając się odpowiedzi
Od bezimiennych obserwatorów bez twarzy
Którzy skradają się po wyłożonych dywanami
Korytarzach Whitehall
Z których rozkazu dokonuje się profanacji, kaleczenia
Masturbując się słowami
W swych strzeżonych biurokratycznych powłokach

Ministrze, ministrze dbaj o swoje dzieci
Nie skazuj ich na potępinie
Aby likwidowali tych, którzy występują przeciwko tobie
Gdyż czyje jest królestwo, potęga i chwała
Na wieki wieków, Amen - Stój! Kto idzie?!
Śmierć, zbliż się przyjacielu.

Jesteś tylko następną trumną
Chowaną na Szmaragdowej Wyspie
Gdzie kamienne spojrzenia dzieci
Opłakują twą śmierć uśmiechem terrorysty
Zamachowiec podkłada ogniste prezenty
Na sklepowych półkach
W alejach słychać śpiew granatów
Wzbudzających przejściowe piekło

Zapomniani synowie

Z kolejki po zasiłek do pułku
W oka mgnieniu masz zawód
Pamiętaj jednak poniedziałkowe apele
I bieganie od drzwi do drzwi
Podczas wiadomości dziennika naród cię opłakuje
Nieznany żołnierzu, zrób rachunek
Przez sekundę będziesz sławny
Lecz odznaczony pośmiertnie

Zapomniani synowie
Pokój ziemi i łaska
Pani Brown straciła swe dziecko
Jeszcze jeden zapomniany syn


Teksty - menu  Do góry  Strona główna