Teksty - menu

ROGER WATERS

"The Pros And Cons Of Hitch-Hiking"
(Dobre i złe strony autostopu)
1984

1. 4.30 AM (Apparently They Were Travelling Abroad)
2. 4.33 AM (Running Shoes)
3. 4.37 AM (Arabs With Knives And West German Skies)
4. 4.39 AM (For The First Time Today - Part 2)
5. 4.41 AM (Sexual Revolution)
6. 4.47 AM (The Remains Of Our Love)
7. 4.50 AM (Go Fishing)
8. 4:56 AM (For The First Time Today - Part 1)
9. 4:58 AM (Dunroamin', Duncarin', Dunlivin')
10. 5.01 AM (The Pros And Cons Of Hitch Hiking Part 10)
11. 5.06 AM(Every Stranger's Eyes)
12. 5.11 AM (The Moment Of Clarity)

 


"4.30/Najprawdopodobniej jechali za granicę"

Walijczyk: "Najprawdopodobniej wybierali się za granicę i zabrali jakichś autostopowiczów"
Chirurg: "Podać świder"
Mężczyzna: "O Boże"
Żona: "Obudź się, coś ci się śni"
Mężczyzna: "Co?"
Żona: "Masz jakiś sen"
Mężczyzna: "Odjeżdżaliśmy od granicy"
Żona: "Jakiej granicy? Śpij lepiej dalej"
Anioły Piekła: "Przyjemnego dnia"
Żona: "Hmm"
Anioły Piekła: "Przyjemnego dnia"

Odjeżdżaliśmy od granicy
Szukając miejsca do spania
Prowadziliśmy na zmianę
Dwoje autospopowiczów z ulgą opadło na tylne siedzenie
Autostopowiczka: "Hello"
Szybko zerknąłem do lusterka
Uśmiechnęła się do mnie
Powiedziałem: "Czy jest tu ktoś głodny?"
"Może zatrzymamy się na chwilę?"
Więc zjechaliśmy w boczną drogę
Jej sukienka pofrunęła nad głową
Powiedziałem: "Czy chcesz ze mną pojechać?"
Ona rzekła bez tchu coś w obcym języku.
I słońce oświetlało jej śliczne młode nogi
Myślałem sobie, że jest o wiele dla mnie za dobra
Leżałem przy niej ze łzami w oczach
Ona powiedziała
Do góry

"4.33/Trampki"

Więc stałem przy szosie
A podeszwy mych trampek wczepiały się w żwir
Jakby były z magnetycznej stali
Na jej twarzy w typie Fassbindera
Był taki rodzaj uśmiechu
Który mogłoby narysować niezbyt rozgarnięte dziecko
Starając się wyrysować cmentarz w świetle księżyca
Ale zrobiłem na niej wrażenie
Łatwo było zauważyć, że się jej spodobałem
A kiedy zrobiła się jeszcze milsza,
Powodem (tak między nami mówiąc) było to
Że zauważyła moje zielone Lamborghini.

Więc ruszyliśmy na przjażdżkę po okolicy
Aby czuć wiatr we włosach
Aby czuć sprawność mego samochodu
Aby czuć dreszcz pożądania
I wtedy pośród drzew trzasnęła gałązka
Na mej mapie ostrzegawczo zabłysnęły światła
Otworzyłem oczy i niespodziewanie
Do góry

"4.37/Arabowie z nożami i niemieckie niebiosa"

Byli tam arabowie z nożami
U stóp łóżka
Właśnie tam, u stóp łóżka
Arab: "Nie kraj dziewuchy, Mohamed
Chcę ją mieć"
O Boże, skąd oni się tu wzięli?
Myślałem, że jestem bezpieczny w mojej ojczystej Anglii
Ona rzekła: "Dobra, dobra, mały, to ty przeskrobałeś
Musisz przyznać, że to ty przeskrobałeś
Musisz przyznać, że to ty".
Mężczyzna: "O Boże ... Jezu"
Śpij, śpij
Wiem, że to tylko mi się śni
Mężczyzna: "Zostawcie ją w spokoju... wynoście się... wynoście...
Wynoście się z mego domu".
Przez zamknięte powieki
Widzę nieba Niemiec Zachodnich na suficie
I chcę wrócić
Do dziewczyny z plecakiem,
Poczuć jej lniane włosy
Chcę być tam
Widzieć zachodzące słońce
Za hutami Kruppa
Na przedmieściach jakiegoś niemieckiego miasta.

Mój gospodarz: "Dobry wieczór panie i panowie cha cha cha
Witamy w Konigsburgu cha cha cha
Czy zechce pani zatańczyć cha cha cha
I jeszcze się napić"
Dziekujemy ale...
Ta młoda dama i
Tylko tę butelkę wina dokończymy
to miło z waszej strony... ale
Sądzę, że powiemy dobranoc
Mężczyzna: "Zostawcie nas w spokoju,
Czy mogę prosić o klucz od 143?"
Recepcjonista: "Proszę bardzo"
Mężczyzna: "Dziękuję, dobranoc"
Recepcjonista: "Dobranoc Panu"
Mężczyzna: "Halo, chciałbym zamówić śniadanie. 
Kawa dla dwóch osób i tost z marmoladą. Nie... z marmoladą".
Do góry

"4.39/Po raz pierwszy dzisiaj - część 2"

Po raz pierwszy dzisiaj
Trzymałem nagie ciało w mych ramionach
W tym hotelu nad Renem
Stała się moja
Oooch mała... ooch mała
Pojedź ze mną i zostań ze mną
Proszę zostań ze mną
Żona: "Uch... co się dzieje?"
Zostań ze mną
Zostań ze mną
Zostań ze mną
Żona: "Nie... ja śpię"
Zostań ze mną
Żona: "Nieważne"
Do góry

"4.41/Rewolucja seksualna"

Hej... dziewczyno
Wyjmij sztylet
I dziabnij w tą seksualną rewolucję
Hej dziewczyno
Niech wolność dla wszystkich będzie łączącym nas hasłem
Jutro... podejmiemy nowe postanowienia
Tak, a dziś wieczór leż spokojnie
Kiedy plądrują twój słodki grób
I pamietaj
Tylko biedni zostaną zbawieni.

Hej dziewczyno!
Nie wytykaj mnie palcem
Jestem szczurem w labiryncie jak i ty
I tylko śmierć daje wolność
Więc... proszę weź mnie za rękę
Gdy błądzimy w tym labiryncie
I pamiętaj
Nic nie rośnie bez deszczu

Nie wytykaj
Nie wytykaj mnie palcem
Obudziłem się w gorączce
Pościel cała przesiąknięta była potem
Ona rzekła: "Miałeś jakieś koszmary
Które jeszcze nie minęły"
Po czym podniosła pieska, który był przy oknie
Tego co tak merdał ogonem
I włożyła go do łóżka między dwoma kęsami chleba.
Do góry

"4.47/Resztki naszej miłości"

Ja w kącie ukryty jak tchórz
W bluzce od pidżamy nad głową
Ona usmiechająca się, kończąca kanapkę
A jej chłodne oczy związujące mnie z moją ciemną historią

Gdy strzepnęła okruchy
Naszej miłości z łóżka
I gdy przewróciła już pościel
Gdy zamówione zostały modlitwy,
Rzekła: "Chodźże tu głuptasie
Bo przeziębisz się tam na śmierć
Ja tylko żartowałam
Dobrze, zostawmy za sobą kurz miasta
Nie rywalizujmy z nikim
Może być bardzo miło na wsi
Nieprawdaż... no to jedźmy"
Powiedziałem: "OK"

Jade: "Czy już jedziemy?"
Mężczyzna: "Gdzie chciałabyś pojechać kochana?"
Żona: "Mmm... Wermont... Wyoming (tak)"
Mężczyzna: "Wyoming... uhm, Dzieciaki!"
Justin: "Co?"
Mężczyzna: "Jedziemy do Wyoming
Kochanie... W którą stronę jest Wyoming?"
Żona: "Źle się do tego zabierasz"
Mężczyzna: "Wiem, znam dzieci...
Policz ile... Volvo zobaczymy
Na naszej drodze do nowego życia na wsi
... Raz"
Żona: "Jade, bądź grzeczny"
Do góry

"4.50/Wyprawa na ryby"

Auta przejeżdżają, a ja myślę
O paczkach z tyłu na bagażniku
Za horyzontem
Gdzie ci co tworzą sny
Na białych plastikowych procesorach
Zapraszają nieświadomych
By sięgali po gwiazdkę z nieba
Na ryby, chłopcze!

Wyruszyliśmy na wiosnę
Z bagażnikiem pełnym książek o wszystkim
O systemach słonecznego zasilania
O wyższości naturalnych prodów
Ścięliśmy trochę drzew
Przeciągneliśmy nasze ideały
Przez leśne polany
Zbudowaliśmy tamę na strumieniu
I dzieciaki chłodziły swe pięty
W stawie rybnym co powstał w ten sposób
I praktycznie żyliśmy z pola

Ty zaadoptowałaś lisiątko
Z którego mamusi ktoś nosił już płaszcz
Karmiłaś je z ręki
I szmuglowałaś potem do wielkiego łóżka
Dziadka, podczas gdy ja pisałem
Hodowaliśmy własną kukurydzę
I tylko czasem jechałem do miasta
Po zapas antybiotyków
I naboi do strzelby, którą miałem na wszelki wypadek
Opowiadałem dzieciom bajki
Podczas gdy ty tkałaś na krosnach
A słońce zachodziło wcześniej każdego dnia

Mężczyzna: "Rozdział szósty, w którym Kłapouchy obchodzi
Swojw urodziny i dostaje dwa prezenty"
(Mężczyzna przerywa aby zapalić skręta)
Jade: "Tatusiu... dalej"
Mężczyzna: "Kłapouchy, poczciwy szary osioł stał nad
Brzegiem strumienia i patrzył na swoje odbicie w wodzie"
"Imponujące" - mówił - "To jest właśnie to"
"Och" - rzekł Puchatek i myślał przez dłuższą chwilę

Opadły wszystkie liście
Nasze zbiory dojrzały
Już po wszystkim
Gdy spadł pierwszy śnieg
Zrozumiałem, że nie wszystko dobrze
Idzie w naszym obozowisku
Dzieciaki złapały bronchit
Zabrakło ropy do pieca
W pewien weekend przyjaciel ze wschodnich stanów
Zgnoił swą duszę
Ukradł twoje serce
Powiedziałem: "Pieprzyć to wszystko
Zabierz dzieci z powrotem do miasta
Może kiedyś też wrócę."

I tak... poza nami nadzieje i sny
Pozostały dla deszczu i wiatru
Z nami tylko podstawowe rzeczy
A za nami całe góry śmieci
I znów jesteśmy w drodze
Znowu w drodze.

Jade: "Pa, pa, tatusiu, pa tatusiu"
Justin: "Możesz przywieść Pearl, bo to fajna dziewczyna.
Ale nie przywoź Lizy."
Do góry

"4.56/Po raz pierwszy dzisiaj - część 1"

Po raz pierwszy dzisiaj
Czuję, że wszystko się skończyło
Ty byłaś moim codziennym pretekstem
Aby udawać ślepego i głuchego

Kto by pomyśał,
Że tak się skończy z tobą i ze mną
Żebym swój własny kamień milowy
Wynosił z lasu
I muszę przyznać
Że sprawia mi to przykrość
Być pozostawionym tu przy tej samotnej drodze.
Do góry

"4.58/Nie włócząc się, nie dbając, nie żyjąc"

Kierowca cięzarówki: "Hey, chcesz żeby cię podwieźć?...
Właź tutaj. Jak ci leci?"
Sztormiaki przybiłem gwoździami do ściany
Serce mam w ciemnych ruinach
Zbudowałem domki na tych pagórkach
Nie włócząc sie, nie dbając, nie żyjąc
Zabrałem moją dziewczynę na wieś
By spać z nią pod księżycowym niebem
A potem ona całkowicie zwariowała

Kierowca cięzarówki: "Kobiety już takie są, chłopcze
Co do cholery możesz na to poradzić?"

Ona czekała na księcia z bajki aby przybył
Wzruszył jej serce
Obietnicami prawdziwego porozumienia

Kierowca cięzarówki: "Widziałem taki program w TV"
Który dba o sprawy finansowe
Który dla swych rodziców do mzbudował

Mężczyzna: "Ja..."
Który na wszystkie zabawy cię zabierał
Który ręce zpracował do łokci

Mężczyzna: "Ja..."
Kiedyś ty spałaś.

Mężczyzna: "To o mnie... Ja tak robiłem"
Trzymałem cię w guzikach i muszkach

Mężczyzna: "Chryste, te wszystkie ubrania"
Abyś mógł dodać mu odwagi
Z jego kilkoma stopami więcej,
Czystymi paznokciami
Mądrymi oczami z iskierkami
On jest skałą stojącą w oceanie zwątpienia

Kierowca ciężarówki: "No, ruszaj się, zjedź mi z drogi ty
Cholerny klarnecie"
I kompromisu
chciałbym dalej ciągnąć tę pieśń
Opisując tego drania
Chciałbym to ciągnąć, ale zaraz zwymiotuję

Kierowca ciężarówki: "Nie w mojej szoferce... wynoś sie stąd
Do diabła"
Do góry

"5.01/dobre i złe strony autostopu"

Jakiś "Hells Angel" na motocyklu Harley
Podjeżdża aby pozdrowić kumpla włóczęgę
Opiera motocykl na podnóżku
Przechyla się i wyciąga
Zatłuszczoną łapę z bliznami... Powiedział
Hells Angel: "Jak leci, skurczybyku... Skąd jesteś?...
Gdzie lecisz?"
I w jakimś dziwnym kalifornijskim uścisku
Łamie ci kości
Dziewczyna Hells Angel: "Miłego dzionka życzymy"

Gospodyni domowa z Encino
Której mąż jest na kursie golfa
Ze swoim podręcznikiem zasad gry
Hamuje, zawraca i powoli jedzie z powrotem
Aby jeszcze raz ci się przyjrzeć
Zaginasz na nią swoją pałkę
Ryba łapie się na haczyk
Słodka wódka i tytoń w jej oddechu
Jeszcze jedna pozycja w twojej książce miłosnych sukcesów

Jakie są dobre i złe strony autostopu

Och, mała. chyba mi sie to śniło
Stoję na skale
Mam przed oczami wschodnie wybrzeże
"Skacz" - mówi Yoko - "O, nie!"
"Za bardzo się boję, za przystojny jestem" - krzyknąłem
"No skacz" - ona mówi
"Czemu nie spróbujesz?
Po co przeciągać agonię, wszyscy muszą umrzeć"

Czy pamietasz Dicka Tracy?
Czy pamietasz Shane?
Joey: "I mama cie chce"
Czy możesz wyobrazić go sobie sprzedającego bilety
Gdzie krąży sokół
Joey: "Shane"
Ciało na równinie
Czy rozumiałać muzykę Yoko
Czy też to wszystko było daremne?
Joey: "Shane"
Ta suka powiedziała coś niezrozumiałego "Herro"
Więc stanąłem znów na skraju drogi

Takie są dobre i złe strony autostopu
Och mała, chyba znów śnię
Takie są dobre i złe strony autostopu
Do góry

"5.06/Oczy każdego przechodnia"

Kelnerka: "Hello... Dać kawę?"
Kierowca ciężarówki: "Hej... przycisz tę pieprzoną szafę grającą"
Kelnerka: "Przepraszam, podać kawę? Ma być ze śmietanką i cukrem?"

Na postojach ciężarówek i w hamburgerowych barach
W limuzynach Cadillaca
W towarzystwie tych co się przeżyli
W zgietych plecach, w śpiących kształtach
Na chodnikach
I w księgaarniach i na stacjach
W książkach, w bankach
Na kartach historii
W samobójczych atakach kawalerii
Rozpoznaję
Samego siebie w oczach każdego przechodnia

I w inwalidzkich wózkach przy pomnikach
W wypadkach w metrze
W radach i sądach okręgowych
Na jarmarkach wielkanocnych w uzdrowiskach
W salonach i w kostnicach miejskich
Na fotografiach co zdobyły nagrody
Na tratwach ratunkowych na chińskich morzach
W obozach uchodźców przy lampach gazowych
Na stacjach przeładunkowych
W twarzach zatartych stemplami
Rozpoznaję
Samego siebie w oczach każdego przechodnia

A teraz z miejsca gdzie stoję
Na pagórku który splądrowałem
Rozglądam się dookoła, patrzę w niebo
Ocieniam ręką oczy już prawie ślepe
I widzę znaki na wpół zapomnianych dni
Słyszę dzwony co dźwieczą dziwnie mi znajomo
Rozpoznaje...
Nadzieję, którą rozpalasz w swych oczach

To jest och jak łatwe dziś
Gdy w ciemności tak leżymy
Żadnych przeszkód, dobrze wiemy
Jak powstrzymać łzy, które mogłyby
Zagasić
Iskierkę naszej miłości

"5.11/Chwila jasności"

Wtedy chwila jasności
Zbladła jak litość
Czasem blednie
Otworzyłem jedno oko
I wyciągnąłem rękę po prostu, aby dotknąć twych miękkich włosów
Aby upewnić się w ciemności, że wciąż jesteś przy mnie
I muszę przyznać
Że trochę się bałem, ooo, tak
Ale
Miałem szczęście
Nie spałaś
Nie mogłem więc mieć następnej chwili samotności.


Teksty - menu  Do góry  Strona główna