PIEŚŃ RADOŚCI
Zlituj się nade mną, panie
Pozwól, że ci się zwierzę
Nie mam dachu nad głową
A moje kości są przemarznięte
Opowiem ci historię
Pewnego człowieka i jego rodziny
I przysięgam, że jest prawdziwa
Dziesięć lat temu spotkałem dziewczynę o imieniu Radość
Było to słodkie i szczęśliwe stworzenie
Jej oczy były jak błyszczące błękitne klejnoty
I pobraliśmy się na wiosnę
Nie miałem pojęcia, ile szczęścia może dać taka mała miłość
I co życie nam jeszcze szykuje
Lecz wszystko zmierza ku swemu końcowi
Wszystko zmierza ku swemu końcowi
Tego można być pewnym
La la la la la la la la la la
La la la la la la la la la la
Potem pewnego ranka obudziłem się, a ona szlochała
I tak jeszcze przez wiele następnych dni
Była coraz bardziej smutna i zamknięta
Stała się Radością tylko z imienia
W jej piersi zamieszkał nieznany smutek
I wypłynęły mroczne i ponure moce
Żegnajcie, szczęśliwe Pola,
Gdzie radość żyje wiekuista:
Witaj mi, grozo, witaj
Czy to była boleść skruchy, czy jakieś straszliwe przeczucie
Jak gdyby zobaczyła swoją ostatnią noc krwi
Te szalone oczy, ten głodny kuchenny nóż
O, widzę, panie, że teraz słuchasz mnie z uwagą !
Więc czy to możliwe ?
Jakże często zadawałem sobie to pytanie
Tymczasem jedno po drugim
Rodziły nam się dzieci - pierwsze, drugie, trzecie
Nazwaliśmy je Hilda, Hattie i Holly
Podobne były do matki
Miały oczy jak błyszczące błękitne klejnoty
I były cichutkie jak myszki
W naszym domu nie było śmiechu
Nie, nie śmiała się Hilda, Hattie ni Holly
"Nic dziwnego" mówili ludzie "biedna mama jest tak melancholijna"
Pewnej nocy ktoś odwiedził nasz domek
Ja byłem z wizytą u chorego przyjaciela
Byłem wtedy lekarzem
Radość i dziewczynki były same
La la la la la la la la la la
La la la la la la la la la la
Radość została związana taśmą
W usta wetknięto jej knebel
Zadano jej mnóstwo ciosów nożem
I wsunięto do śpiwora
W swych własnych łóżeczkach moje dziewczynki okradzione zostały z życia
Sposób morderstwa podobny jak w przypadku mojej żony
Sposób morderstwa podobny jak w przypadku mojej żony
O północy wróciłem do domu
Przez telefon powiedziałem policji
Ktoś zabrał cztery niewinne życia
Nigdy nie złapali tego człowieka
Wciąż jest na wolności
Zdaje się, że dokonał więcej takich czynów
Krwią ofiar wypisuje na ścianach cytaty z Johna Miltona
Policja prowadzi dochodzenie wielkim nakładem sił i środków
W moim domu napisał "Prawa czerwona dłoń"
To, jak mi mówią, jest z Raju utraconego
Wiatr tu coraz zimniejszy
Lecz moja historia ma się już ku końcowi
Boję się, że ranek przyniesie spory mróz
Po tym wszystkim opuściłem dom
Błądzę od jednej krainy do drugiej
Stanąłem na twym progu i widzę, panie, że masz rodzinę
Na zewnątrz sępy krążą
Wilki wyją, węże syczą
I mała przysługa z twej strony, przyjacielu
Byłaby dla mnie sumą ziemskich rozkoszy
Czy uważasz mnie za przyjaciela ?
Słońce jest dla mnie ciemne
I ciche niczym księżyc
Czy masz, panie, pokój ?
Czy zapraszasz mnie do środka ?
La la la la la la la la la la
La la la la la la la la la la
La la la la la la la la la la
La la la la la la la la la la
HENRY LEE
Spocznij tu, spocznij, mój Henry Lee
I zostań ze mną na noc
Nie znajdziesz na tym przeklętym świecie
Drugiej takiej jak ja
A wicher wył i wicher wiał
La la la la la
La la la la li
Mały ptaszek sfrunął na Henry'ego Lee
Nie mogę tu spocząć i nie spocznę
I nie zostanę z tobą na noc
Bo dziewczynę, którą mam w pięknej i zielonej krainie
Kocham o wiele bardziej od ciebie
A wicher wył i wicher wiał
La la la la la
La la la la li
Mały ptaszek sfrunął na Henry'ego Lee
Ona oparła się o płotek
By dać mu kilka całusów
A mały scyzoryk ukryty w dłoni
Wbiła w niego raz i drugi
A wicher ryczał i wicher płakał
La la la la la
La la la la li
Mały ptaszek sfrunął na Henry'ego Lee
Wzięła go za liliowobiałe ręce
Wzięła go za stopy
I wrzuciła do tej głębokiej studni
Co ma ponad sto stóp
A wicher wył i wicher wiał
La la la la la
La la la la li
Mały ptaszek sfrunął na Henry'ego Lee
Leż tutaj, leż, mały Henry Lee
Aż ciało odpadnie ci od kości
A dziewczyna, którą masz w tej pięknej zielonej krainie
Może czekać wieczność na twój powrót
A wicher wył i wicher płakał
La la la la la
La la la la li
Mały ptaszek sfrunął na Henry'ego Lee
CUDOWNE STWORZENIE
Oto i ona, cudowne stworzenie
Oto ona, oto ona
Mnóstwo wstążek we włosach
I zielone rękawiczki na dłoniach
Więc spytałem to cudowne stworzenie
Tak, spytałem. Tak, spytałem
Czy wyruszy ze mną w drogę
W tę noc tak przepastną
Wzięła mnie za rękę, to cudowne stworzenie
"Tak" powiedziała. "Tak" powiedziała
"tak, wyruszę z tobą w drogę"
I poprowadziła uradowanego człowieka
Przez wzgórza, to cudowne stworzenie
Przez szczyty, przez pasma
Obok wielkich piramid i sfinksów
Spotykaliśmy obcych i włóczykijów
Przez piaski, to cudowne stworzenie
Wśród szalonych, wyjących wiatrów
Nocą pustynia wiła się
Od diabolicznych zjawisk
Przez tę noc, przez tę noc
Wiatr siekł mnie i chłostał
Gdy wróciłem do domu, mego cudownego stworzenia
Nie było już przy mnie
Gdzieś tam leży to cudowne stworzenie
Pod wolno przesypującymi się piaskami
Z mnóstwem wstążek we włosach
I zielonymi rękawiczkami na dłoniach
TAM GDZIE ROSNĄ DZIKIE RÓŻE
Nazywają mnie Dziką Różą
Ale na imię mi było Elaiza Day
Nie wiem, dlaczego tak mnie nazywają
Bo na imię miałam Elaiza Day
Pierwszego dnia gdy ją ujrzałem, wiedziałem, że to ta
Patrzyła mi w oczy i uśmiechała się
Bo jej usta były koloru róż
Które rosły nad rzeką, tak krwawe i dzikie
Gdy zapukał do mych drzwi i wszedł do środka
Moje drżenie ustało w jego silnym uścisku
Miał być moim pierwszym mężczyzną
I delikatną dłonią otarł łzy z mojej twarzy
Nazywają mnie Dziką Różą
Ale na imię mi było Elaiza Day
Nie wiem, dlaczego tak mnie nazywają
Bo na imię miałam Elaiza Day
Drugiego dnia kupiłem jej kwiat
Była najpiękniejszą kobietą, jaką znałem
Spytałem: "Czy wiesz, gdzie rosną dzikie róże
Tak słodkie, szkarłatne i wolne ?"
Drugiego dnia przyszedł z czerwoną różą
Zapytał: "Czy oddasz mi swoją żałość i smutek ?"
Kiwnęłam głową i położyłam się na łóżku
Zapytał: "Czy pójdziesz ze mną popatrzeć na róże ?"
Nazywają mnie Dziką Różą
Ale na imię mi było Elaiza Day
Nie wiem, dlaczego tak mnie nazywają
Bo na imię miałam Elaiza Day
Trzeciego dnia zabrał mnie nad rzekę
Pokazał mi róże i pocałowaliśmy się
I ostatnią rzeczą, którą słyszałam, był niewyraźny szept
Gdy uśmiechając się klęczał nade mną z kamieniem w dłoni
Ostatniego dnia zabrałem ją tam, gdzie rosną dzikie róże
Położyła się na skarpie, wiaterek lekki jak złodziej
Ucałowałem ją na pożegnanie
Powiedziałem: "Wszystko co piękne musi umrzeć"
I pochyliłem się i zasadziłem różę w jej zębach
Nazywają mnie Dziką Różą
Ale na imię mi było Elaiza Day
Nie wiem, dlaczego tak mnie nazywają
Bo na imię miałam Elaiza Day
KLĄTWA MILLHAVEN
Mieszkam w miasteczku, które zwą Millhaven
Jest ono małe i podłe i zimne
Lecz jeśli zjawisz się tu gdy opada słońce
To zobaczysz jak wszystko zmienia się w złoto
Właśnie o takiej porze zwykle wybierałam się na przechadzki
Śpiewając: La la la la, la la la li
Wszystkie dzieci boże muszą kiedyś umrzeć
Nazywam się Loretta, lecz wolę jak mówią Lottie
Niedługo skończę piętnaście lat
A jeśli myślisz, że widziałeś parę oczu bardziej zielonych
To na pewno nie widziałeś ich w tej okolicy
Mam lniane włosy, które zawsze rozczesuję
La la la la, la la la li
Mama często mi mówiła, że wszyscy muszą umrzeć
Musieliście słyszeć o klątwie Millhaven
Gdy w Boże Narodzenie chłopczyk Billa Blake'a nie wrócił do domu
Znaleźli go w następnym tygodniu w Strumieniu Jednej Mili
Z roztrzaskaną głową i kieszeniami pełnymi kamieni
Tylko wyobraźcie sobie ten płacz i lament
La la la la, la la la li
Nawet mały Billy Blake musiał umrzeć
Potem profesor O'Rye z tutejszej szkoły średniej
Znalazł swojego teriera-championa przybitego do drzwi
Następnego dnia ten stary głupiec przyniósł Biko do szkoły
I wszyscy musieliśmy, patrzeć, jak go grzebał
Mowa pogrzebowa na cześć Biko wycisnęła mnóstwo łez
La la la la, la la la li
Nawet małe stworzenia boże muszą kiedyś umrzeć
W naszym małym miasteczku zapanowało wielkie wzburzenie
Wiele osób mówiło rzeczy, które nie miały wielkiego sensu
A potem jak wiecie, głowę majstra Joego
Znaleziono w fontannie rezydencji Mayorów
Nieczysta gra naprawdę może poruszyć małe miasteczko
La la la la, la la la li
Wszystkie boże dzieci, wszystkie muszą umrzeć
Potem fortuna okrutnie się obróciła - stara pani Colgate
Została zasztyletowana, lecz robota była spartaczona
Ostatnią rzeczą, jaką powiedziała,
zanim gliny stwierdziły, że jest martwa
Było: "Morderczynią jest Loretta,
co mieszka po drugiej stronie ulicy!"
Dwudziestu gliniarzy bez ostrzeżenia wpadło do mojego domu
La la la la, la la la li
Młodzi i starzy, wszyscy muszą umrzeć
Tak, to byłam ja - Lottie - klątwa Millhaven
Przerażenie poraziło to miasto
Moje oczy nie są zielone, ani włosy lniane
Jeśli jest inaczej
A pod całą tą pianą mam małą śliczną buźkę
La la la la, la la la li
Wcześniej czy później wszyscy musimy umrzeć
Gdy byłam małym szkrabem, już mówili, że jestem podła
Że gdyby "zło" było butem, to doskonale by na mnie pasowało
I że jestem małą złośliwą damą, lecz tak ostatnio się stałam
Do cholery z tym ! Jestem potworem ! Chętnie to przyznam !
I tak minie to rozwściecza, że krew mi się gotuje
La la la la, la la la li
Mama zawsze mi mówiła, że wszyscy musimy umrzeć
Tak, to ja utopiłam dziecko Blake'ów, zasztyletowałam panią Colgate
I załatwiłam majstra jego własną piłą tarczową w szopie
Lecz nie ukrzyżowałam małego Biko, to zrobili dwaj psychole ze szkoły
Śmierdzący Bohun i jego kumpel o dyniowatej głowie
Wyśpiewam wszystko, teraz gdy już zaczęłam
La la la la, la la la li
Wszystkie boże dzieci muszą umrzeć
Byli jeszcze inni, nasi bracia i siostry
Myśleliście, że to wpadki i poszły w zapomnienie
Przypominacie sobie dzieci,
pod którymi załamał się lód na jeziorze Tahoo ?
Wszyscy myśleli, że ostrzegawcze znaki poszły razem z nimi na dno
Ale one są pod moim domem, gdzie mam taki mały składzik
La la la la, la la la li
Nawet dwadzieścioro małych dzieci musiało umrzeć
A pożar w '91, który wypalił slumsy Bella Vista
To była największa rozróba, jaką znał ten kraj
Zrujnowane firmy ubezpieczeniowe, właściciele kamienic ścigani procesami
A wszystko przez maleńką dziewuszkę z bańką benzyny
Płomienie naprawdę ryczały, gdy zaczął wiać wiatr
La la la la, la la la li
Bogaci i biedni, wszyscy muszą umrzeć
Tak, przyznałam się do wszystkiego i wytoczyli mi proces
Śmiałam się, gdy starą furgonetką
Zabierali mnie do zakładu
Nie jest to dom, lecz lepsze to niż pieprzone więzienie
W końcu można zadomowić się w tym starym miejscu
La la la la, la la la li
Wszystkie boże dzieci muszą kiedyś umrzeć
A teraz ci psychiatrzy z nie kończącymi się testami Rorschacha
Wciąż im mówię, że mnie nie dorwą
Pytają mnie, czy żałuję i odpowiadam:
"Oczywiście! Ile więcej mogłabym dokonać, gdyby mi pozwolili!"
Więc jest dalej Rorschach i prozac i wszystko jest wspaniale
Śpiewam La la la la, la la la li
Wszystkie boże dzieci muszą kiedyś umrzeć
La la la la, la la la li
Jestem szczęśliwa jak skowronek i wszystko jest świetnie
Śpiewam La la la la, la la la li
Tak, wszystko jest ekstra i wszystko jest w porządku
Śpiewam La la la la, la la la li
Wszystkie dzieci boże muszą kiedyś umrzeć
UPRZEJMOŚĆ NIEZNAJOMYCH
Znaleźli Mary Bellows przykutą do łóżka
Ze szmatą wciśniętą w usta i kulą w głowie
O, biedna Mary Bellows
Wzrastała w biedzie i głodzie
Więc opuściła dom w Arkansas
O, biedna Mary Bellows
Chciała zobaczyć głębokie błękitne morze
Przejechała przez Tennessee
O, biedna Mary Bellows
Po drodze spotkała mężczyznę
Przedstawił się jako Richard Slade
O, biedna Mary Bellows
Biedna Mary pomyślała, że mogłaby już umrzeć
Gdy po raz pierwszy zobaczyła ocean
O, biedna Mary Bellows
Wprowadziła się do taniego hoteliku
Richard Slade niósł jej walizkę
O, biedna Mary Bellows
"Jestem porządną dziewczyną" powiedziała mu
"W żadnym wypadku nie mogę pana wpuścić"
O, biedna Mary Bellows
Slade pożegnał się gestem i mrugnął
I odwrócił się bez słowa
O, biedna Mary Bellows
Usiadła na łóżku i pomyślała o domu
Wsłuchując się w świst morskiej bryzy
O, biedna Mary Bellows
Samotna i pełna nadziei przeszła przez pokój
I odsunęła zasuwkę drzwi
O, biedna Mary Bellows
Znaleźli ją następnego dnia przykutą do łóżka
Ze szmatą w ustach i kulą w głowie
O, biedna Mary Bellows
Więc matki, trzymajcie córki w domu
Nie pozwalajcie im podróżować samotnie
Powiedzcie im, że świat ten pełen jest niebezpieczeństw
I by unikały towarzystwa nieznajomych
O, biedna Mary Bellows
O, biedna Mary Bellows
KRUCZA JANE
Krucza Jane, Krucza Jane, Krucza Jane
Okropności w jej głowie
Język nie śmie ich wysłowić
Mieszkała sama przy rzece
Wezbranej rzece bólu
Krucza Jane, Krucza Jane, Krucza Jane
Świeci oko na górniczym kasku
Kompania zamknęła kopalnię
Woda zamigotała, gdy przyszli
Dwadzieścia kasków, dwadzieścia oczu
W jej wilgotnej chacie z klepek
Tylko sześć stóp na pięć
Obalili całą jej wódkę
Rozładowali swe pistolety do sucha
Krucza Jane, Krucza Jane, Krucza Jane
Zdaje się, że zapamiętałaś
Jak się zasypia, jak się zasypia
Psy domowe uciekały w rzepę
Psy podwórzowe biegają po ulicach
Krucza Jane, Krucza Jane, Krucza Jane
"O Panie Smith i Panie Wesson
Czemu tak późno sklep zamykacie?"
"Właśnie uzbroiliśmy dziewczynę, co wyglądała jak ptak
Mierzyła .32, .44, .38.
Spytaliśmy, w jaką drogę się udaje
Powiedziała, że wkracza na drogę nienawiści
Lecz wskoczyła na wagonik węglowy do New Haven
Populacja: czterdzieści osiem"
Krucza Jane, Krucza Jane, Krucza Jane
Twoi rewolwerowcy pijani i w chmurze dymu
Idą za tobą aż do furtki
Śmiejąc się całą drogę z miasteczka
Obecna populacja: dwadzieścia osiem
Krucza Jane, Krucza Jane, Krucza Jane
BAR O'MALLEYA
Jestem wysoki i szczupły
Wzrostu godnego pozazdroszczenia
I pod pewnym kątem i w pewnym świetle
Jestem całkiem przystojny
Poszedłem do O'Malleya
Powiedziałem "O'Malley, mam pragnienie"
O'Malley tylko lekko uśmiechnął się
I powiedział "Nie ty jeden"
Puknąłem w ladę i wskazałem palcem
Butelkę na półce
I gdy O'Malley nalał mi drinka
Wychyliłem go i przeżegnałem się
Moja ręka zdecydowała, że nadszedł czas
I na chwilę zniknęła w kieszeni
A gdy powróciła, to prawie płonęła
Nowo nabytą pewnością
Huk mojej stalowej pięści
Sprawił, że zadzwoniły wszystkie szkła
I gdy zastrzeliłem go, stałem się przystojny
To było właśnie to światło, to był ten kąt
Ha! Hmmmmm
"Sąsiedzi!" krzyknąłem. "Przyjaciele!" wrzasnąłem
Walnąłem pięścią w bar
"Nie chowam do was żadnej urazy!"
I mój fiut wydłużył się i zesztywniał
"Jestem człowiekiem, na którego żaden Bóg nie czeka"
Lecz do którego tęskni cały świat
Naznaczony jestem ciemnością i krwią
I tysiącem poparzeń prochem"
Znacie chyba te ryby z nabrzmiałymi wargami
Co czyszczą dno oceanu ?
Gdy spojrzałem na żonę biednego O'Malleya
To właśnie dokładnie to zobaczyłem
Wcisnąłem jej lufę pod brodę
Jej twarz wyglądała surowo i podle
Jej głowa wylądowała w zlewie
Razem z brudnymi naczyniami
Jej mała córka Siobhan
Nalewała piwo od zmierzchu do świtu
I ludzie nieco z niej pokpiwali
Lecz nalewała najlepsze piwo w mieście
Podfrunąłem do niej dostojnie
Siedziała drżąc z przerażenia
Niczym Madonna namalowana na ścianach kościoła
We krwi wieloryba i liściach banana
Jej gardło chrząstnęło w mej dłoni
I zrobiłem heroiczny obrót
Zobaczyłem Caffreya wstającego z krzesła
Zastrzeliłem skurwiela na miejscu
Hmmmmmmmm, tak tak tak
"Nie mam wolnej woli" śpiewałem
Fruwając nad ciałami
Żona Richarda Holmesa wrzeszczała
Szkoda, że jej nie słyszeliście
Śpiewałem i śmiałem się, wyłem i szlochałem
Sapałem jak szczeniak
Przestrzeliłem panią Holmes na wylot
I jej mąż powstał na równe nogi
Wrzasnął "Jesteś złym człowiekiem"
I zastanowiłem się przez chwilę w ciszy
"Jeśli nie mam wolnej woli
To jak mogę być moralnie osądzony ?" odparłem
Richard Holmes dostał kulę w żołądek
I powoli zgiął się i usiadł
Dziwnym szeptem rzekł "Bez obrazy"
I rozłożył się na podłodze
"Nie jestem urażony" odpowiedziałem
A on tylko cicho kaszlnął
I rozkładając błyszczące skrzydła
Starannie wycelowałem i odstrzeliłem mu głowę
Mieszkam w tym mieście od trzydziestu lat
I wszyscy mnie tu znają
Włożyłem nowe kule do bębenka
Komora za komorą
Kierując rewolwer na pana Brooksa, co wyglądał jak ptak
Pomyślałem o świętym Franciszku i jego wróblach
A gdy zastrzeliłem młodego Richardsona
To Sebastian przyszedł mi na myśl, ze swoimi strzałami
Hhhhhhhhhhhh
Mmmmmmmmm
Powiedziałem "Chciałbym się wam przedstawić
I miło mi, że wszyscy przyszliście"
I wskoczyłem na bar
I głośno obwieściłem swe imię
Wtedy Jerry Bellows objął rękami swój stołek
Zamknął oczy, wzruszył ramionami i zaśmiał się
I popielniczką wielką jak wielka pieprzona cegła
Rozwaliłem mu łeb na pół
Krew trysnęła na bar
Niczym parujące szkarłatne źródełko
I ukląkłem na brzegu lady
Wytarłem łzy i spojrzałem
Światło w barze było oślepiające
Pełne Boga, duchów i prawdy
Uśmiechnąłem się do Henry'ego Davenporta
Który nawet nie próbował się poruszyć
I wtedy ze swej pozycji
Zobaczyłem bardzo dziwną rzecz
Kula weszła przez klatkę piersiową
I wypruła mu bebechy przez odbyt
Spłynąłem z lady na dół
Nie okazując wyrzutów sumienia
Przestrzeliłem Kathleen Carpenter
Niedawno rozwiedzioną
Lecz miałem wyrzuty sumienia i wyrzuty mnie gnębiły
Lgnęły do mnie zewsząd
Czułem je od kruczych włosów na mej głowie
Po koniuszki piór na skrzydłach
Wyrzut ścisnął mą dłoń w swych oszukańczych pazurach
Wyrzut za złotą nieowłosioną piersią
I szybując między ciałami
Zabiłem grubego Vincenta Westa
Który siedział cicho na krześle
Mężczyzna zmieniony w dziecko
I przyłożyłem mu pistolet do głowy
Jakbym wykonywał egzekucję
Nawet nie próbował się opierać
Tłusty, tępy i leniwy
"Czy wiesz, że mieszkam na twojej ulicy ?" krzyknąłem
A on spojrzał na mnie, jakbym był szalony
"Och" powiedział "Nie miałem pojęcia"
I ucichł jak myszka
A ryk wystrzału z rewolweru
Mało nie zdmuchnął dachu tej knajpy
Wtedy moje oko utkwiło w lustrze
Przyglądałem się długo i z miłością
"Oto przed wami stoi wielki człowiek" ryknąłem
I odbicie również ryknęło
Włosy zaczesane do tyłu jak skrzydło kruka
Mięśnie twarde i naprężone
Z końcówki mego pistoletu
Dymek zawijał się w znak zapytania
Obróciłem się w lewo, obróciłem się w prawo
Obróciłem się ponownie w lewo
"Bójcie się mnie! Bójcie!"
Lecz nikt się nie bał, bo wszyscy byli martwi
Ha! Hmmmmmmmmmm
Potem zaczęły wyć policyjne syreny
Megafon zabulgotał i ryknął
"Rzuć broń i wychodź
Z rękami wysoko w górze"
Sprawdziłem komory rewolweru
Została mi tylko jedna kula
Moja ręka wyglądała prawie jak ludzka
Gdy dzielnie uniosłem ją do głowy
"Rzuć broń i wychodź
Ręce trzymaj nad głową"
Długą i ciężką chwilę myślałem o śmierci
A potem zrobiłem dokładnie to, co powiedzieli
Musiało tam być z pięćdziesięciu gliniarzy
Wokół baru O'Malleya
"Nie strzelać" krzyknąłem "Jestem nieuzbrojony"
Więc wsadzili mnie do samochodu
Szybko wywieźli mnie z tego potwornego miejsca
I spojrzałem jeszcze raz przez okno
Zobaczyłem bar O'Malleya, gliniarzy i samochody
I zacząłem liczyć na palcach
Aaaaaaaach raz, aaaaaaaach dwa, aaaaaaaach trzy, aaaaaaaach cztery
Bar O'Malleya, bar O'Malleya
|