"Cirrus
Minor"
Na
przykościelnym cmentarzu
Grzejące słońce rozleniwia
Śmiech pośród grobowców i traw
Żółty
ptaszku, nie tylko ty
Śpiewasz, fruwasz dookoła
W uśmiechu i w rozstaniach
Ponad wodą płacze
wierzba
Pozdrawiając córki rzeczne
Kołysząc się w falach, wodnych kręgach
Na wycieczce do
Cirrus Minor
Zobaczyłem krater w Słońcu
Tysiąc księżycowych lat później

"Pieśń
Nilu"
Wówczas
gdy stałem nad Nilem
Ty się Pani uśmiechałaś
Zabrałbym cię z sobą daleko stąd
Jak łzy, które lubią dziecko
Włosy jej złote jakże dziko się rozwiały
Wtedy ona rozpostarła skrzydła do lotu
Wysoko ponad wiatrami
Zawsze tam tylko, gdzie chce lecieć
Ona dotrze do
wyspy na Słońcu
A ja za nią, w jej cieniu ukryty
Będę patrzył na nią z mojego okna
I pewnego dnia ją pochwycę
Woła mnie z
dalekiej głębi
Przyzywając moją duszę w nieskończony sen
Ona na pewno ściągnie mnie w dół.

"Pieśń
płaczu"
Uśmiechamy
się, uśmiechamy
Śmiech odbija się w twoich oczach
Wspinamy się, wspinamy
Owoce opadają miękko pośród sosen
Płaczemy i płaczemy
Smutek mija po chwili
Toczymy i toczymy
Pozwól mi odtoczyć stąd ten kamień

"Zieleń
to jest kolor"
Ciężko
zwisła kanapa błękitu
Osłoniła mi oczy, mogłem cię zobaczyć
Białe jest światło, które przez twą suknię prześwieca
Ona leżała w cieniu fali
widziałem ją niewyraźnie, jak we śnie
Miała słońce w oczach, lecz gdy księżyc rzucał cień - płakała.
Zieleń to jest
kolor
Szybkość oczu ujawnia jej duszę
Zazdrość jest tym, co wierzącego z potępionym łączy.

"Cymbaline"
Ścieżka
na którą wstępujesz jest wąska, a trąby grają jasno i wysoko
Kruku się zebrały, patrzą w nieokreślony punkt gdzieś tutaj
Lęk niby wagon metra wspina się wzdłuż kręgosłupa
Czy napięta lina utrzyma, czy ostatnia zwrotka zrymuje się
Najwyższy
czas, Cymbaline
Obudź mnie, proszę.
Motyl z połamanymi
skrzydłami opadł obok ciebie
Kruki zbliżyły się i nie możesz się ukryć
Telefon twojego menażera i agenta wciąż zajęty
Sprzedają w mieście rodzinnym kolorowe zdjęcia
Najwyższy
czas, Cymbaline
Obudź mnie, proszę.
Lwy zebrały się
naokoło ciebie, nawet nie wiesz kiedy
Obraz jest prosty
Liście stawiają opór twoim stopom
I słyszysz huk pociągu
Nagle uderza cię to, że jesteś w ich zasięgu
I Doktor Strange zmienia wymiary
Najwyższy
czas, Cymbaline
Obudź mnie, proszę.

"Bar
Ibiza"
Tak się
boję popełnionych błędów
Popełnianych zawsze, gdy się kładłem
Nie do pary jestem i gdzie jest moja głowa
Wybaczcie mi te słowa
Gdy wyliczanka się rymuje
I historyjka jest miła
Zawsze zadziwiało
mnie to, od początku
Że nie mogę złożyć wiersza za blisko
Ściągnijcie, ściągnijcie mnie w dół
Z wyżyn mojego umysłu
Usłyszcie jak płynę samotny
Będę jak sukienka zostawiona na półce.
W końcu
rzeczy, to brzmi jak smutna piosenka
Liście zaczęły pięknieć od jesieni
A lata, one zaczęły ...
To ja tak samotny płynę
Zbyt wolno płynę w dół
|