"Rytm gorączki"
Wyglądam przez okno.
Widzę wyraźnie czerwony pył.
Wysoko na czerwonej skale
Stoi cień z włócznią w ręku.
Ten kraj pode mną
Jest silny.
Żywi się krwią.
Żywi się gorączką.
Ten rytm jest pode mną.
To jest rytm gorączki.
Ten rytm otacza mnie.
Ten rytm nad wszystkim panuje.
Ten rytm jest we mnie.
Ten rytm posiadł moją duszę.
To jest rytm gorączki.
To jest rytm gorączki.
To jest rytm gorączki.
To jest rytm gorączki.
Wlokłem się przez równiny,
By dotrzeć na wyżynę.
Zostałem wciągnięty do kręgu,
Tańczącego wokół ognia.
Plujemy w dłonie
I wciągamy powietrze przez palce.
Wznosimy ręce wysoko w górę
I otwieramy je ku niebu.
Nieśmiały i niepewny,
Cały pokryty jestem pyłem.
Ten duch wstępuje we mnie.
Ufnie ulegam mu.
Zniszczyć radio!
Żadnych głosów z zewnątrz.
Zniszczyć zegarek!
Nie rozrywać dnia na strzępy.
Zniszczyć aparat fotograficzny!
nie kraść naszych dusz.
Ten rytm otacza mnie.
Ten rytm nad wszystkim panuje.
Ten rytm jest we mnie.
Ten rytm posiadł moją duszę.

"San
Jacinto"
Para unosi się gęstą chmurą.
Syczą kamienie zagaszonego w wigwamie ogniska.
Obok mnie siedzą nasmarowane skóry
Z woreczkami szałwi i w bizonich przebraniach.
Na zewnątrz panuje chłód. Czekamy na wschód słońca.
Czerwona farba. Orle pióra. Wycie kojota.
Natarcie już się zaczęło.
Atakują nas.
Czuję smak walki w ustach i w sercu.
Panuje nastrój śmierci, ale życie jeszcze trwa.
Lekarz przywiózł mnie do miasteczka
Leżącego daleko w dole na indiańskiej ziemi.
Poszatkowany ląd. Przy każdym domu basen.
Dzieci w gumowych pływakach
Wchłaniają chłód wody.
Jedziemy wyschniętym korytem rzeki.
Widzimy harcerzy i harcerki czyniących
Magiczne indiańskie znaki.
Mijamy dyskotekę Geronimo
I smażalnię Siedzącego Byka.
Ziścił się sen białego człowieka.
Tylko grzechotka w torbie starca mówi:
Spójrz na szczyt góry i wejdź na nią.
Droga nad nami to śnieżna pustynia. Dmie zamieć.
Trzymam się liny,
Której moc przeciąga mnie przez strach.
San Jacinto - trzymam się liny.
San Jacinto - trucizna kąsa mnie,
A ciemność przesłania wzrok.
Trzymam się liny.
Łzy płyną po mym opuchniętym policzku.
Chyba przegrywam. Słabnę.
Trzymam się liny.
San Jacinto - żółty orzeł sfruwa
Wprost ze słońca.
Będziemy szli tą ziemią.
Będziemy oddychać tym powietrzem.
Będziemy pić z tego strumienia.
Będziemy żyć - trzymając się liny.

"Czuję
dotyk"
Najbardziej lubię godziny szczytu,
Gdyż uwielbiam ruch
I pchający się tłum.
Taka wielka, ruszająca się masa,
Która zmierza nie wiadomo dokąd.
Unoszę się wraz z nią i ... już czuję dotyk.
Czekam na iskrę, która wzbudzi zapłon.
Przypadkowe zetknięcie
I zaświecę się w ciemności.
Oto ty przede mną, taka masa futra i włosów.
Czy ośmielę się ...? I już czuję dotyk.
Pragnę kontaktu.
Pragnę kontaktu.
Pragnę kontaktu z tobą,
Uścisku twojej dłoni.
Ofiaruj mi to, co rozumiem.
Uściśnijmy sobie dłonie.
Uściśnijmy sobie dłonie.
W każdej towarzyskiej sytuacji
Nie zapominam swojej roli.
Przedstawiają mnie:
"Dzień dobry! Jak się Pan miewa?"
I nim pojawiają się wątpliwości i pytania,
Moja ręka ściska drugą i ... znów czuję dotyk.
Pragnę kontaktu.
Pragnę kontaktu.
Pragnę kontaktu z tobą,
Uściśnijmy sobie dłonie.
Ofiaruj mi to, co rozumiem
Uściśnijmy sobie dłonie.
Ciągnę się za brodę, głaszczę włosy,
Drapię się po nosie, obejmuję swe kolana
Próbuję jeść, pić, palić,
ale napięcie nie ustępuje.
Nerwowo stukam palcami, Splatam ręce, biorę głębokie oddechy,
Zakładam nogi, wzruszam ramionami,
Przeciągam się - ale nic mnie nie zaspokaja.
Potrzebuję kontaktu.
Potrzebuję kontaktu.
Nic mnie nie zaspokaja.
Potrzebuję kontaktu.

"Rodzina
i sieć rybacka"
Dusiły ją lustra, brudziły ją sny.
Jej miodowy brzuch napina blizny po szwach,
Lecz okrągłości jej figury zostały zachowane.
Białe plamy rozjaśniają tygrysią skórę.
Wilgotna jak trawa, dojrzała i ciężka
jak noc.
Pory już nasiąknęły poza zasięgiem wzroku.
Toczą się ciągle rozmowy wokół
Polukrowanego, ciepłego, świeżego ciasta.
Światło wpełza w jej tajemniczy tunel,
Wciska się w otwartą przestrzeń.
Gaśnie nagłymi błyskami,
Wysysając krew z dobrze odkarmionych twarzy.
Pożądanie przybiera formę subtelnych
szeptów.
Mięśnie napinają się w odmowie
niczym u pierwotnych.
Pulsuje muzyka - próba trwa.
Śluby ofiarności, kurczęta bez głów
Tańczą w kole. Oni - błogosławieni
Mąż i żona - rozebrani ze wszystkiego.
Ich przeszczepione torsy opanowała gorączka.
Nawet wtedy, gdy czują mrowienie skóry,
Łączą się z bezdomną matką,
Która kocha ten dzień, ale żyje innym,
Który kiedyś należał do niej.
Zmartwiony ojciec, dawno odtrącony
kochanek,
Zamiata miotłą popiół.
Opowiada dowcipy, które unoszą się
W powietrzu na młodą parą.
A rozmowa toczy się.
Wspomnienia roztrzaskują się o
niewzruszone fale,
Które nawet zima ochrania.
Wspomnienia roztrzaskują się ...
Gilotyna opada w ciszy.
Wszystkie drzwi zatrzaśnięte.
Nerwowe ręce zaciskają się na nożu,
Dopóki w ciemności nie pokroją ciasta.
Rozdają wszystkim naokoło po kawałku
Ciała i mięsa.
Rodzina i sieć rybacka.
Jeszcze jedna zaplątana w sieci.
Ciało i mięso.

"Potrząśnij
małpą"
Potrząśnij małpą - niech ożyje.
Potrząśnij małpą - niech ożyje.
Chroń mnie przed nią, gdy uciekam.
Chroń mnie przed nią jak przed ogniem.
Coś rzuciło mną o drzewo.
Upadłem na kolana.
Uchroń mnie, kochanie, błagam.
Małpa, małpa, małpa.
Czy nie wiesz, że zaraz zbudzisz małpę?
Oszukaj lisa.
Oszukaj szczura.
Potrafisz małpować małpę.
Wiem o tym.
Jednej rzeczy musisz być pewna -
Dłużej tego nie zniosę.
Przestań zachowywać się jak małpa.
Małpa, małpa, małpa.
Czy nie wiesz, że zaraz zbudzisz małpę?
Koła toczą się.
Coś płonie.
Nie podoba mi się to,
Ale chyba zaczynam to rozumieć.
Wstrząs - patrz, jak małpa zostaje ranna.
Uchroń mnie przed nią, gdy śpię.
Uchroń mnie przed nią, gdy oddycham.
Rzucasz perły przed wieprze.
Oślep małpę.
Uchroń mnie, kochanie, proszę.
Małpa, małpa, małpa.
Czy nie wiesz, że zaraz zbudzisz małpę?
Zbyt duże ryzyko.
Ziemia pode mną drży.
Nadchodzi nowina.
Wstrząs - patrz, jak małpa zostaje ranna.
Potrząśnij małpą.
Potrząśnij małpą.
Potrząśnij małpą - niech ożyje.

"Dotknij
mnie swymi rękami"
Usiadłem w kącie ogrodowej smażalni,
Gdzie na parapetach
Są plastikowe kwiaty.
Nigdy więcej cudów, bochenków chleba i ryb -
Jestem zajęty zmywaniem naczyń.
Poziom reakcji jest o wiele za wysoki.
nie mogę obejść się bez wywołującego ją bodźca.
Żyję wbrew swym możliwościom,
Żyję w strefie półśrodków.
Widzę błyski na zamarzniętym oceanie,
Pobieram statyczny ładunek chłodnej emocji.
Obserwują mnie dalekie oczy,
Obserwują mnie cisi, ukryci szpiedzy.
Ale wciąż przepływa przeze mnie ciepło.
Czuje, że mnie dobrze znasz.
To nie przypadek, żadna ekstra szansa.
Nie istnieją krępujące okoliczności.
To tylko zdrowy rozsądek.
Tu się nie trafiają przypadki.
Pragnę tego - dotknij mnie swymi rękami.
Jestem gotowy - dotknij mnie swymi rękami.
Wierzę w to - dotknij mnie swymi rękami.
Praca w ogrodzie, róże bez kolców,
Grubasy bawią się gumowymi wężami.
Ich śmiech z okolic basenu kąsa cynicznie,
Kiełbaska skradziona przez uczestnika koktajlu.
Uciekam od światła i hałasu,
wchodzę na schody prowadzące pod ziemię.
Ale wciąż przepływa przeze mnie ciepło.
Czuję, że mnie dobrze znasz.
To tylko zdrowy rozsądek.
Tu się nie trafiają przypadki.
Pragnę tego ...
Dotknij mnie swymi rękami.
Dotknij mnie swymi rękami.
Dotknij mnie swymi rękami.

"Odtrącony"
Sześć na sześć - od ściany do ściany.
Zasłonięte okna nie wpuszczają światła.
Wilgoć na podłodze, wilgoć w twoim łóżku.
Oni starają się, abyś zupełnie zwariował.
Karmią cię resztkami i kłamstwami,
By osłabić zdolność do obrony.
Tu nie ma kompromisów.
Nic nie możesz zrobić.
Czasem dzień potrafi być bardzo długi.
Twój umysł pracuje dodatkowo,
ale ciało nie jest zbyt silne.
Wytrwaj! Wytrwaj!
Umieścili cię w pudełku,
Więc nie można cię usłyszeć.
Ale niech twój duch pozostanie niezłomny,
nie daj się zastraszyć.
Wytrwaj! Przegrałeś z własnym życiem
W hazardowej grze.
Noce spędzasz samotnie, podczas
Gdy budowniczowie klatek śpią z kulami,
Kratami i kamieniem.
Nie rozumieją twojej drogi do wolności,
Którą budujesz swym ciałem i kośćmi.
Zabierają cię do pokoju pokoju przesłuchań.
Światło oślepia twoje oczy.
To żadna niespodzianka.
Przeładowane pytania zadawane prze białe
I czyste fartuchy.
Ich oczy są ukryte głęboko
Jak ich przysięga Hipokratesa.
Mówią ci, jak masz się zachować, będąc ich gościem.
Chcesz się im oprzeć. Robisz co możesz.
Doprowadzają cię do granic, a nawet poza nie.
Nie ma wątpliwości, by w jakikolwiek sposób
Odpowiedzieć na ich czyny.
Wytrwaj ...
Choć być może odejdziesz,
Nie zostaniesz zapomniany.
Ja ci to mówię. Zrobię, co będę mógł.
Być może odejdziesz,
Nie zostaniesz zapomniany.
Ja ci to mówię. Zrobię, co będę mógł.
I zrobię, co będę mógł.
I zrobię, co będę mógł.
I zrobię, co będę mógł.

"Pocałunek
ratujący życie"
Obserwuje mnie wielka kobieta.
Wielka kobieta patrzy, jak tańczysz.
Obserwuje mnie wielka kobieta.
Wielka kobieta wpadła w trans.
Tańczysz na stole przygotowanym
Na wielkanocną biesiadę.
Tańczysz dla rybaków,
Od najważniejszego do pionka.
Tańczysz, aby z wolna rozbudzić w sobie żądzę -
Najpierw chłopiec, potem bestia.
Potem bestia.
Płoniesz pocałunkami ratującymi życie.
Płoniesz pocałunkami ratującymi życie.
Obserwuje mnie wielka kobieta.
Wielka kobieta wypełniona życiem po brzegi.
Obserwuje mnie wielka kobieta.
Wielka kobieta, która ma być moją żoną.
Wystrzegam się innych oczu,
One potrafią zmienić twarz
I przeniknąć do wewnątrz.
Patrzę, jak duchy śmieją się i płaczą.
Patrzę, jak znajdują sobie kryjówkę.
Patrzę, jak duchy plotą coś niezrozumiałego.
Patrzę, jak biorą cię na przejażdżkę.
Na brzegu oceanu leży ciało na piasku.
Wielka kobieta siedzi obok z głową w dłoniach.
Wdmuchuje gorąco swego ciała i ogień oddechu
W usta śmierci, by uratować życie.
Płonie pocałunkiem śmierci.
Płonie pocałunkiem śmierci.
Płonie pocałunkiem śmierci.
|