Teksty - menu

MARILLION

 

"Fugazi"
(Wszystko spieprzone)
(1984)

1. Assassing
2. Punch And Judy
3. Jigsaw
4. Emerald Lies
5. She Chameleon
6. Incubus
7. Fugazi

 


ZABÓJCA"

Jestem zabójcą o języku 
Spieczonym elokwencją 
Jestem zabójcą tworzącym twą Nemezis

Na ofiarnym ołtarzu sukcesu przyjacielu
Zabieram pocałunki nieznajomemu przyjacielu
l bez zaklęć skruchy przyjacielu
Obnażam ostrze ukryte w mym głosie przyjacielu

Kto ozdabiał szal fugijskim węzłem?
Kto maskował wzruszenie
W odległym spojrzeniu?
Kto w drzewie familijnym kreski ponacinał?
Kto zahipnotyzował winę w trans rytmu kariery?

Ja - zabójca, twój przyjaciel

Posłuchaj, jak sylaby mordu tną
Z wyrachowaną precyzją
Szablonowe, lodowate zdania gwałcą twe uszy
Alfabet Apokalipsy rzuca zaklęcie -
Credo spokojnej dykcji
Przymiotniki zniszczenia
Zagrzebują sedno sprawy
Jadowite czasowniki bezlitosnej szczerości
Są jak mania zabójcza
Przyjaciel w potrzebie, to przyjaciel,
Który krwawi
Niechaj gorzkie milczenie zatruje tę ranę

Byłeś sentymentalnym najemnikiem
W strefie swobodnych strzałów 
Demonstrującym hollywoodzkie sumienie 
Byłeś modnym przeciwnikiem 
W fetyszowym mundurze 
Płatnym niewolnikiem Pawłowa -
Z reakcją warunkową na sukces 
Bezstronny obserwator -
Zabijam kolekcjonera-dezertera

Poddałeś się niepowodzeniu przyjacielu
Ale oto pojawiłem się ja - chłodny nieznajomy, przyjacielu
Aby zlikwidować twój problem przyjacielu
Obnażyłem ostrze ukryte w mym głosie przyjacielu

Jestem zabójcą 
Jestem zabójcą
Do góry

PUNCH I JUDY"

Elektryczna pralka zmyła blask 
Z
królowej piękności
Wyszukaliśmy nasze gniazdko
W „Daily Express",
Stanęliśmy przed księdzem w świętej todze
Wychowaliśmy nasze dzieci w duchu Kościoła,
A teraz wegetuję przed kolorowym telewizorem
Och, to gorsze niż rozwód

Gdzie się podziały walki na poduszki. 
Piątkowe wieczory, przyciasne jeansy
Igraszki namiętności, niedzielne spacery 
Zakochanych w padającym deszczu?

W każdym słowie tortury 
Lokówki we włosach, powiedzenia: 
„Kochanie rób to szybciej, Bo boli mnie głowa",


Strach przed starością, osobne łóżka, 
'Czemu nie zakręciłeś tubki z pastą do zębów?" 
„Znowu zapomniałeś spuścić wodę w toalecie!",
„Nie depcz po wypastowanej podłodze!",
„Zostaw brudne skarpetki za drzwiami!"

Co się stało z porannymi uśmiechami, 
Figlarnymi sztuczkami, przyzwalającymi gestami, 
Błyszczącymi oczyma, szaleńczymi przejażdżkami, 
Wyszukanymi komplementami

Teraz podpieram bar,
Trwonię tam ostatnie pieniądze i wiem,
Że wystarczyłoby kilka tabletek i byłbym wolny
Już nie byłoby Judy
Do góry

UKŁADANKA"

Jesteśmy kawałkami układanki
Złożonymi wzdłuż okręgu
Zablokowanymi brakiem jednego elementu
Jesteśmy dziećmi renesansu
Utopionymi w ciszy pod mostem westchnień
Wciąż rzucającymi pochodniami na podmurówkę
Jesteśmy syjamskimi dziećmi
Połączonymi sercem,
Krwawiącym po operacji wczesnej konfrontacji
Trzymamy skalpele słów na drżących wargach

Stań prosto, spójrz mi w oczy
l powiedz „żegnaj"
Stań prosto, podryfowaliśmy już poza granicę
Poszukiwania przyczyn
Wczoraj zaczyna się jutro,
Jutro zaczyna się dziś,
Problemy zawsze będą istnieć,
A my wciąż zbieramy to,
Co zostawił nam rykoszet

Topiący w tequili zachody słońca,
Pasażerowie na gapę na pokładzie
Statku o północy.
Romantyczni zbiegowie
Przed rzeczywistością,
Na ślepo wysyłamy SOS
Jednak poranne samoloty
Zawsze odsyłają nas z powrotem
Jesteśmy pilotami namiętności
Z trudem trzymającymi kurs
Na następną konferencję na szczycie
Na następny rozwód w śniadaniowej porze
Wołamy o chwilę wytchnienia,
Oślepieni bielą śniegu w strefie lawin

Stań prosto,...

Czy bawi nas pociąganie za cyngiel?
Oto rosyjska ruletka w poczekalni
Puste pokoje czule obejmują koniec
Monety marzeń trafią do fontanny di Trevi
Lub też zostaną położone na twych oczach
W tym miejscu iskry żartów
Mogą spowodować wybuch
Czujemy dym snujący się zza horyzontu
Chyba wiedziałaś,
Że planowałem ucieczkę?

Stań prosto,...
Do góry

SZMARAGDOWE KŁAMSTWA"

Być Księciem Posiadania
W Galerii Pogardy
l znosić twoje niedyskretne dyskrecje
Podczas gdy prosisz, abym to ja ustąpił
l mieszasz flirt
Z wykalkulowanym spokojem dziwki
Jestem arlekinem w diamentowym kostiumie
Rzucającym zielonkawe cienie
Jestem arlekinem uczuć, obcy gwałcą moje
Sanktuarium, wchodzą z butami w moje sny
Buszując po twych dziennikach,
Kradną twych myśli niewinność
Gorączkowo przeglądając twe listy
Odkrywam niewinność twych spisków
Wdziać szaty Torquemady,
Aby wskrzesić Inkwizycję
l w ten wymęczony delikatny sposób
Zadać pytania w pytaniach,
Zaglądając do odcieni zieleni
Przez odcienie błękitu
Ufam, że ty ufasz, że ja nie zaufam tobie
Przez jedwabną mgłę do rozmazanego makijażu
Słońce o mocy 40 Watt
Oświetlające dramat na sali sądowej
A plamy po kawie zbierają się,
Aż wyblakłe kimono
Rozkaże weselnym pierścionkom
Tańczyć na zimnym linoleum
A ćmy oskarżenia które krążą wokół światła
Spalą swe skrzydła i rozpoczną
Spiralny bezsensowny samobójczy lot
Zapakujesz nasz świat do walizki
Gorące łzy stopią ten lodowaty pałac
l rozpuszczą kryształ pożarty przez noc
Zaglądając do odcieni zieleni
Przez odcienie błękitu
Zaglądając do odcieni zieleni
Przez odcienie błękitu
Te odcienie są smutne
Do góry

KOBIETA KAMELEON"

Kryjąc swoje ego na krawędzi łuku
Światła reflektorów
Będzie kontemplowała uwiedzenie.
Kalkulowała zdobycz
Gdy poruszyła się.
Jej obecność zniewoliła mnie
Gdy przemówiła, jej słowa usidliły mnie
Obserwuj jaszczurkę
Obserwuj jaszczurkę (obserwuj)
Obserwuj jaszczurkę w karmazynowym welonie

Ukrzyżowała moje serce
W czeluściach atłasowego grobu
Gdy leżałem zlany potem,
Prowadząc swój monolog
Wyczułem jak światło miłości przygasło
W spirali papierosowego dymu
Zdradziłaś swój łóżkowy ceremoniał
Ujrzałem jaszczurkę (dotknij)
Ujrzałem jaszczurkę (dotknij)
Dotknąłem jaszczurki w karmazynowym welonie

Widziałem inne drzwi zatrzaskiwane
Już milion razy
Uśmiechnięte kobiety-kameleony
Uśmiechnięte winylowe kurwy
One wiedzą czego chcą, śpiewają imię twe
l wślizgują się pod pościel
Nigdy nie mówią „nie",
W chemicznym blasku spotykają się nasze ciała
A wiec była to tylko ruchawka?

Jeszcze jedna ruchawka, spytałem 
Miłość dla zabawy, 
Cielesny autograf na łóżku jaszczurki 
A więc była to tylko ruchawka, 
Jeszcze jedna ruchawka, płakałem
Zdegradowany i samotny,
Zgwałcony i porzucony
Zdradzony na łóżku jaszczurki
My kameleony, my kameleony - oui!
Do góry

„INKUBUS (ZMORA)"

Gdy światła rampy przygasają na znak
Zbliżającej się gry namiętności
Moja uprzedzona publiczność opuszcza scenę
Unosząc się przed wy perfumowaną dekoracją
W zająkniętej ciszy -
Twarz która czarowała z tysiąca kadrów
Zdradzona przez porcelanową łzę -
Splamioną karierę

Grałaś już kiedyś w tej scenie, 
Grałaś już kiedyś w tej scenie 
Jestem źdźbłem w twym oku, 
Jestem źdźbłem w twym oku 
Niewłaściwą reakcją

W ciemni wyzwala się wyobraźnia
Pornograficzne obrazki w których zawsze
Będziesz gwiazdą
Nietykalna, nieprzystępna,
Na zawsze w ciemnościach
Pielęgnująca erekcję - niewłaściwą reakcję
Bez kwiatu którym można by ozdobić
Ten nagrobek
A ściany stają się kusząco cienkie
Jak gazetowy papier

Lecz w ten sposób można wywołać jedynie 
Obraz negatywu
A ciebie trzeba naświetlić w pełnym kolorze 
Publiczny występ
W którym znosisz swoją hańbę
Na wzór manekinów na wąskim gzymsie
Tylko dla kotów, niech się koty skradają

Grałem już kiedyś w tej scenie. 
Grałem już kiedyś w tej scenie 
Jestem źdźbłem w twym oku, 
Jestem źdźbłem w twym oku 
Niewłaściwą reakcją - zadowoleniem

Nie możesz mnie zmieść pod dywan
Nie możesz mnie ukryć pod schodami
Kustosza twych osobistych lęków
Twojego głównego aktora ostatnich lat
Który tak jak ty
Wyczołgał się z zaułków ciemności
Skazany na odtrącenie w bagnie anonimowości
Ty, którą kierowałem wolą kochanka
Ty, której pozwoliłem hipnotyzować obiektywy
Ty, której pozwoliłem kąpać się
W blasku scenicznych reflektorów
Ty, która starłaś mnie ze swej pamięci
Jak makijaż
Jak bym był zwykłym makijażem

A teraz jestem ukrytym wrogiem 
Filmowym upiorem z przeszłości 
Producentem twojego koszmaru 
A przedstawienie dopiero się zaczęło 
Właśnie się zaczęło

Twój krąg pochlebców drży
Jak celuloidowe lalki
Gdy jąkasz się sparaliżowana strachem
Odbitym w twych oczach

Paląc cienie, zatapiając skrzydła
By wyrwać ulotne zbawienie z ust dublera
Kontynuować przerwany monolog
Odnowić klepsydrę -
Moją replikę w ostatnim akcie
A potem czekać będziesz w cichej samotności
Czekając na suflera, czekając na suflera
Grałaś już kiedyś w tej scenie
Do góry

"WSZYSTKO SPIEPRZONE"

Wódka-przyjaciółka, sprawa odizolowania
W celi w Blackheath
Gaszę ogień w moim prywatnym piekle
Prowokując ból serca celem odzyskania licencji
Poety o krwawiącym sercu
Ukrytego w kruchej kapsułce
Podpierającego skorupę
Błyskotliwej świadomości
Owiniętej szalem kaca
Ochrzczonej łzami nad rzeczywistością

Tonąc w niestałym ataku na Picadilly,
W bezsensownym współzawodnictwie
Uciekając przez wilgotny elektryczny labirynt
(Pieścisz dłoń Ofelii z klasyczną ambicją
Umizgi Albatrosa, ślubne tradycje)
Ukryty wewnątrz walkmana z fałszywą aureolą
Nauszny środek antykoncepcyjny -
Do poronienia, brzemiennej konwersacji
(Lecz ona odwróciła harpun,
Który przebił moje serce
l zawiesiła się na mej szyi)
Przed świadomym bełkotem Time'u,
LifeU Guardian'a
Bezpieczny i suchy we własnym morzu kłopotów

Całodniowi pracusie w odpowiednich krawatach 
Dryfuję rzucony na fale, gdy ich
Uboczne przedstawienie, fotoplastykon,
Bohater stereo - tracą wiatr, cichną, czarują 
Tonąc, tonąc w rzeczywistości

Złodziej z Bagdadu ukrywa się teraz
W Islington
Modląc się o deportowanie swojej świętej krowy
Dziedzictwo romansu ze świata zmierzchu
Posag spokrewnionej tajemniczej dziewczyny
Wietnamski kwiat, układ w Dockland
Kochanka wyrwania z uścisku periodyków
Ta Magdalena zaciąga dług
Większy od uprzejmości
Karmiące dłonie zachodniej obietnicy
Duszą ją za gardło

Syn swastyki z 1945 roku
Wymachujący utlenionym sztandarem
Studenci napisów na murach
Zaklinają testamenty nienawiści
Aerozolowe różdżki podszeptują
Gdzie reflektory przecinają ogrodzenie
Z drutu kolczastego
Taka jest gra w szachy w Brixton
Rycerz z nadbrzeża zwija swój gazeciany zamek
Istota żyjąca z nawyków,
Żebrze u przewoźnika o monetę
Odejdzie w zapomnienie tak.
Jak starzy żołnierze
Na wytłuszczonych wezwaniach
Pokutują ze zgagą
Po ostatniej piątkowej kolacji

Syn obserwuje ojca 
Przeglądającego nekrologi w gazecie 
W poszukiwaniu nieobecnych

Przyjaciół ze szkoły
A generacja przyswaja sobie
Naturalną ignorancję
Kuląc się za zasłonami i zalepionymi,
Zamalowanymi oknami
Ludobójstwo dozwolone.
Od drzwi do drzwi obozu w Belsens
Puszki Pandory wypełnione masakrą
Krążą z wdziękiem, od satelitów roi się niebo
Czekaj - sezon przycisków -
Przedostatnia migracja
Radioaktywne perfumy dla modnie,
Dla ostatecznie obłąkanych, obłąkanych
Czy zdajesz sobie sprawę?
Czy już rozumiesz?
Czy nareszcie rozumiesz,
Że ten świat jest całkowicie spieprzony?

Gdzie się podziali prorocy?
Gdzie się podziali wizjonerzy?
Gdzie się podziali poeci?
Aby zakłócić świt sentymentalnych chciwców


Teksty - menu  Do góry  Strona główna

Tłumaczenie: Tomasz Beksiński