Teksty - menu

PINK FLOYD

 

"The Final Cut"
(Śmiertelne cięcie)
1983

1. The Post War Dream
2. Your Possible Pasts
3. One Of The Few
4. The Hero's Return
5. The Gunner's Dream
6. Paranoid Eyes
7. Get Your Filthy Hands Off My Desert
8. The Fletcher Memorial Home
9. Southampton Dock
10. The Final Cut
11. Not Now John
12. Two Suns In The Sunset


"Marzenie o powojennych czasach"
Powiedz mi, dlaczego tak naprawdę
Ukrzyżowano Jezusa?
Czy tatuś zginął w tym samym celu?
Czy zginął za ciebie? Za mnie?
A może po prostu
Naoglądałem się w nadmiarze telewizji?
Czy to, co masz w oczach, to cień oskarżenia?
Gdyby nie ci Japończycy,
Którzy tak świetnie budują okręty,
Stocznie na rzece Clyde byłyby wciąż czynne.
Ale oni w swym Kraju Wschodzącego Słońca
Nie są chyba zbyt szczęśliwi,
skoro wszystkie ich dzieci popełniają samobójstwo.
Cóż takiego uczyniliśmy?
Maggie, cóż takiego uczyniliśmy Anglii?
Czy mamy głośno krzyczeć:
"Co stało się z marzeniem o powojennych czasach?"
Och Maggie, cóż takiego uczyniliśmy?
Do góry

"Wasze prawdopodobne przeszłości"
Fruną za wami wasze prawdopodobne przeszłości,
Niektóre z nich radosne i ożywione,
Inne przerażone i zagubione.
Niech będą dla was, którzy sprawujecie władzę,
Ostrzeżeniem, abyście zadbali
O swoją prawdopodobną przyszłość.
Na opuszczonych bocznicach
Maki spowijają
Bydlęce wagony
Czekając na następny raz.

Czy pamiętasz mnie?
Czy pamiętasz, jak nam było razem?
Czy sądzisz, że powinniśmy być bliżej siebie?

Ona stała we drzwiach,
A cień uśmiechu majaczył na jej twarzy
Niczym neon taniego hotelu.
Jej chłodny wzrok błagał mężczyzn
W nieprzemakalnych płaszczach o złoto w plecakach,
A może życzył im noża w plecach.
Jeden z nich śmiało wystąpił, wyciągnął rękę i rzekł:
"Wtedy byłem tylko dzieckiem,
Teraz jestem tylko mężczyzną."

Czy pamiętasz mnie?...

Oddano nas pod kontrolę religijnej oziębłości.
Przekazano nam, jak czuć dobrze,
Ale nakazano czuć źle.
Oniemiali i przerażeni uczyliśmy się pobożności.
Teraz nasze uczucia są zimne jak lód,
A za nami ciągną się podarte na strzępy
Sztandary i flagi naszych możliwych przeszłości.

Czy pamiętasz mnie?...
Do góry

"Jeden z niewielu"
Skoro jesteś jednym z niewielu,
Którym udało się stanąć na nogi,
Cóż czynisz, by związać koniec z końcem?
Doprowadź ich do szału i do smutku.
Spraw, by dodali wreszcie dwa do dwóch.
Niech robią to, co będziesz chciał.
Niech się śmieją. Niech płaczą.
Niech padną i zginą.
Do góry

"Powrót bohatera"
Jezu Chryste! O co tu chodzi?
Próbuję dla porządku
Wymierzyć klapsa tym małym łobuziakom.
Gdy ja byłem w ich wieku,
Nagle zgasły wszystkie światła.
Nie było czasu na jęki i desperację.

Nawet teraz jakaś cząstka mnie
Leci w bombowcu nad Dreznem.
One nigdy nie pojmą
Bolesnych wspomnień,
Które skrywa mój sarkazm.

Mój maleńki, czy już mocno śpisz ...? To dobrze,
Bowiem tylko wtedy
Mogę naprawdę z tobą rozmawiać.
Jest coś, co ukryłem bardzo głęboko -
To zbyt bolesne wspomnienie,
By mogło oprzeć się światłu dnia.

Gdy wróciliśmy z wojny,
Sztandary i flagi powiewały u każdych drzwi.
Tańczyliśmy i śpiewaliśmy na ulicach
Przy wtórze kościelnych dzwonów.
Jednak w moim sercu wciąż
Tli się wspomnienie ostatnich słów
Umierającego artylerzysty,
Które usłyszałem w krótkofalówce.
Do góry

"Sen artylerzysty"
Wspomnienia tłumnie przebijają się przez chmury,
Aby spotkać się ze mną.
Pomiędzy niebiosami
I na skrawku obcej ziemi
Miałem sen, miałem sen!
"Do widzenia Max! Do widzenia Mamo!
Po mszy,
Kiedy z wolna podążasz do samochodu,
A srebro w jej włosach błyszczy
W chłodnym, listopadowym powietrzu,
Słyszysz bicie dzwonu
I dotykasz jedwabiu na wyłogach twojej marynarki.
A gdy łzy wzbierają
I znajdują ukojenie we wstążce,
Ty ujmujesz jej wątłą dłoń
I ... trwasz w swym śnie.

Własny kąt.
Dostatek jedzenia.
Dawni bohaterowie włóczą się gdzieś po ulicach.
Tu możesz mówić na głos
O swych wątpliwościach i strachu.
Co więcej, stąd nikt nigdy nie ubędzie znienacka.
Tu nigdy nie usłyszysz wyłamywania drzwi
W standardowym wydaniu.
Tu możesz spokojnie wypoczywać.

Tu maniacy nie dziurawią kulami facetów z orkiestry
Za pomocą aparatu zdalnego sterowania.
Tu każdego chroni prawo
I nikt nie zabija dzieci
I nikt nie zabija dzieci

Noc w noc jego sen
Tłucze się po mym mózgu
I doprowadza mnie do szaleństwa.
Na skrawku jakiejś obcej ziemi

Artylerzysta śpi tej nocy.
Tego nie da się cofnąć.
Nie możemy tak po prostu
Usunąć finałowej sceny tego snu.
Nie możemy zapomnieć o tym śnie.
Do góry

"Oczy paranoika"
Zaciśnij usta.
Nie pozwól, by opadła twa zasłona.
Przytrzymaj z całych sił
Swoją kuloodporną maskę,
A jeśli będą próbowali zerwać ją pytaniami,
Możesz się zawsze skryć
Za oczami paranoika.

Zakładasz swą najodważniejszą twarz
I zbaczasz z drogi na kielicha.
Uśmiechasz się szeroko,
Niedbale opierając się o bar.
Głośno śmiejesz się z całego świata
Wraz z chłopakami z tłumu.
Ukrywasz się
Za wytrzeszczonymi oczami.

Wierzyłeś w ich opowieści o sławie,
Szczęściu i chwale.
Teraz zagubiłeś się
W pijackiej mgiełce średniego wieku.
Nie masz już ochoty
Sięgać po gwiazdkę z nieba.
Ukrywasz się
Za brązowymi, łagodnymi oczami.
Do góry

"Zabierzcie swoje plugawe łapska od mojej własności"
Breżniew zajął Afganistan.
Begin zajął Bejrut.
Galtieri zabrał flagę Wielkiej Brytanii,
A Maggie któregoś dnia podczas lunchu
Wysłała okręt atomowy,
Najwidoczniej po to, by ją zwrócił.

Do góry

"Dom pamięci Fletchera"
Zabierzcie gdzieś precz
Wszystkie swoje przerośnięte dzieci
I wybudujcie dla nich dom,
Dom pamięci Fletchera
Dla nieuleczalnie chorych tyranów i króli.

Tam będą mogli codziennie oglądać się wzajemnie
Na monitorach zamkniętego obwodu telewizyjnego,
By upewnić się, że wciąż istnieją rzeczywiście.
To będzie jedyne połączenie między nimi.
"Panie i panowie! Proszę pozwolić sobie przedstawić
Panów Reagana i Haiga,
Pana Begina z przyjaciółką,
Panią Thatcher i pana Paisleya,
Pana Breżniewa i spółkę,
Ducha McCarthy'ego,
Wspomnienie o Nixonie,
A na dodatek grupkę kolorowych, anonimowych,
Latynoamerykańskich multimilionerów."

Czyżby oczekiwali,
Że będziemy traktować ich z szacunkiem?

Tam mogą sobie polerować swe medale
I szczerzyć zęby w uśmiechach,
Czarować się nawzajem
I uprawiać swoje chwilowe gierki.
Bum, bum, bach, bach, padnij, nie żyjesz!

Bezpieczni pod kontrolą
Chłodnego, szklanego oka,
Mając pod ręką swoje ulubione zabawki,
Będą grzecznymi chłopcami i dziewczynkami
W swym domu pamięci Fletchera
Dla kolonialnych marnotrawców ciała i ducha.

Czy wszyscy już są?
Czy dobrze się bawicie?
Teraz można zastosować ostateczne rozwiązanie.
Do góry

"Dok w Southampton"
Powrócili w czterdziestym piątym.
Nikt się nie uśmiechnął, nikt nic nie mówił.
W polityce rządu było zbyt wiele błędów.
Zebrani przy Pomniku Poległych
Wszyscy postanowili z ręką na sercu
Schować do pochew ofiarne noże,
Lecz teraz ...
Ona stoi z chusteczką w ręku
Przy doku w Southampton,
A jej letnia sukienka
Klei się w deszczu do mokrego ciała.
W cichej rozpaczy zbielałe kostki jej rąk
Zaciskają się wokół śliskiego paska.
Znów dzielnie macha chłopcom na do widzenia.
Pomiędzy jego łopatkami
Wciąż rozpościera się ciemna plama,
Niema pamiątka pól i grobów pokrytych makami.
Gdy skończyła się wojna,
Zmarnowaliśmy to, czego oni dokonali,
Choć na dnie naszych serc
Czuliśmy śmiertelne cięcie.
Do góry

"Śmiertelne cięcie"
Moje zapłakane oczy
Jak przez soczewkę
Ledwo rozpoznają kształt tej chwili.
Nie lecę już wysoko po błękitnym, czystym niebie,
Lecz spiralnym lotem
Spadam ku tej dziurze w ziemi,
Która jest moją kryjówką.

Jeśli uda ci się przejść przez pole minowe,
Pokonać psy i oszukać zimne,
Elektroniczne oczy fotokomórki,
Jeśli uda ci się
Uniknąć strzałów w korytarzu,
Nastaw szyfr i otwórz celę.
Jeśli mnie w niej znajdziesz,
Powiem ci, co jest za tym murem.

Pewien chłopak miewał halucynacje,
Kochając się z panienkami
Z kolorowych pism.
Teraz zastanawia się,
Czy sypiasz ze swoją nowo odszukaną wiarą.
Czy ktoś potrafi go pokochać,
Czy to tylko zły sen?

Jeśli ukażę ci moją ciemną stronę,
To czy pozwolisz mi w nocy przytulić się do siebie?
Jeśli otworzę przed tobą moje serce
I obnażę moją słabą stronę,
To co uczynisz?
Czy sprzedasz swoją historię "Rolling Stone'owi"?
Czy zabierzesz dzieci
I zostawisz mnie?

Czy będziesz ufnie uśmiechać się,
Szepcząc czułe słowa do słuchawki?
Czy przyślesz mi paczkę?
Czy zabierzesz mnie do domu?

Myślałem, że powinienem obnażyć me uczucia.
Myślałem, że powinienem zerwać tę zasłonę.
W roztrzęsionych rękach trzymałem już żyletkę.
Byłem gotowy to zrobić,
Lecz nagle zadzwonił telefon.
Nigdy nie miałem tyle odwagi,
Aby wykonać śmiertelne cięcie.
Do góry

"Nie teraz, Jasiu"
Pierdolę to wszystko.
Musimy się streszczać
I skończyć wreszcie z tymi przebiegłymi Japońcami.
Wciąż płonie za dużo domowych kominków,
A za mało drzew.
Lepiej więc pierdolić to.
Musimy się streszczać z nimi.
Nie umiem rzec stop. tracę pracę.
Tracę głowę. Krzem! Jakaś bomba?
Uciekam. Dzień wypłaty. Wydaję szmal, póki mam.
Wybuch! Muszę wymierzyć.
Ładuję szóstkę. Trzask!
Czekam. O nie! Hurrrrrrrra!
Niech się śmieją. Niech płaczą.
Niech tańczą w okopach.
Niech płacą. Niech zostają.
Niech się czują świetnie.

Musimy się spieszyć na ten film.
Przy końcu tęczy czeka Hollywood.
Kogo obchodzi, o czym są te filmy,
Dopóki dzieciaki na nie przychodzą.
Więc nie teraz, Jasiu.
Musimy się spieszyć na ten film.
Poczekaj Jasiu!
Muszę to szybko skończyć.
Nie wiem, co to jest,
Ale pasuje tu jak gówno.

Przyjdź pod koniec zmiany,
To pójdziemy się uchlać,
Ale nie teraz, Jasiu.
Muszę to szybko skończyć.

Czekaj Jasiu!
Myślę, że grają dziś coś dobrego.
Kiedyś czytałem książkę, ale gówno pamiętam.
A może to coś nowego
Albo jakiś świński film
Czy odgrzewany kasowiec.

Pierdolę to wszystko.
Musimy się streszczać
I skończyć wreszcie 
Z tymi sprytnymi Japońcami.
Nie potrzebujemy się martwić o Wietnamców.
Ruscy muszą paść przed nami
Na kolana.
A jeśli nie Ruscy, to przynajmniej Szwedzi.
Pokazaliśmy już naszą moc Argentynie,
Teraz pokażemy tamtym.
Stańmy się bezwzględni.
To z pewnością zadowoli Maggie.
Na! Na! Na! Na! Na! Na! Na!

Gdzie jest ten pieprzony bar?
Gdzie jest ten pieprzony bar?
Gdzie jest ten pieprzony bar?
Gdzie jest ten pieprzony bar, Jasiu?
Do góry

"Zachód dwu Słońc"
We wstecznym lusterku widzę zachodzące słońce,
Chowające się za drogowe mosty.
Myślę o wszystkich dobrych rzeczach,
Których nie udało się nam dokonać.
Prześladują mnie przeczucia.

Ciągle utwierdzam się w podejrzeniu,
Że znów nastanie holokaust.

Puszcza drut trzymający korek.
Moja złość
Wylewa się.
Nagle znów robi się dzień,
Słońce znów jest na wschodzie,
Mimo że dzień się skończył.
Dwa słońca o zachodzie.
Hmm...
Chyba ród ludzki osiągnął kres.

Przedłużasz ze strachu chwile napięcia.
Czujesz się tak, jakby wysiadły ci hamulce
W samochodzie pędzącym
Wprost na wielką ciężarówkę.
I nigdy już nie usłyszysz tych głosów.
I nigdy już nie zobaczysz tych twarzy.
Prawo już cię nie dotyczy.

A gdy topi się przednia szyba,
Moje łzy ulatują jak para,
Pozostawiając na usprawiedliwienie ślady węgla.
Teraz już rozumiem,
Co czuło tych kilku.

Popiół czy diament.
Wróg czy przyjaciel.
Wszystko jedno. I tak wszyscy jesteśmy równi.

 


Teksty - menu  Do góry  Strona główna

Tłumaczenie: Zofia Denkowska i Tomasz Beksiński