NA
KOŃCU CISZY
Twoje słowa szybują ku porannej zorzy
I przyobleczone w różową woalkę
Unoszą się nad ziemią by rozpłynąć się w ciszy
Tylko tęsknota zawarta w moim głosie
Wznawiającym błagalną modlitwę
Pomna jest słów, którymi raczyłaś mnie tak czule
Tak oto blednie też moja nadzieja
A cisza zwiastuje burzę
SAMOTNI
RAZEM
U kresu prawdy
U kresu światła
U kresu miłości
U kresu jesteś ty
Nie przetrwało nic
Odsunęliśmy się od siebie w milczeniu już dawno
A z każdym wspólnie spędzonym dniem
Rosło kłamstwo naszej miłości
Im dalej szliśmy wspólnie
Tym bardziej oddalaliśmy się od siebie
Samotni razem
Zapomnieliśmy już jak się samotnie odnajdywać
Przyzwyczajenie mąci obraz
Letarg dławi zmysły
Duma zatruwa umysł
A bliskość zaczyna dzielić
Tańcz życie me
Tańcz
Zatańcz ze mną jeszcze raz
Zabierz mnie w ekstatyczny taniec czystej miłości
Gdy na niego patrzę
Gdy jej oświadczam
Gdy widzę nas dwoje, coś przetrwało
I gdybym mógł jeszcze znaleźć nadzieję i siłę
Gdybym miała wiarę w nas
Gdybym mógł do niej dotrzeć
A ja do niego
Gdybym znowu mogła go mieć tylko dla siebie
A ja ją
Gdybyśmy mogli zacząć znowu od podstaw
I odkryć się wzajemnie na nowo
Gdyby ona tylko chciała
Chcę!
Tańcz życie me
Tańcz
Zatańcz ze mną jeszcze raz
Zabierz mnie w ekstatyczny taniec czystej miłości
ZATRZYMAJ MNIE
Budząc się z bezsennej drzemki
Padłem ofiarą tęsknoty
Otrząsając się z dziecięcej ufności
Widzę moje rany niczym ziejące otwory
Póki istnieć będzie czas
A wskazówki zegara będą się obracać
Ja też wegetować będę
Lecz radość życia opuściła mnie
Życie wypala się w duszy mej
A tęsknota dzielnie czyni swą powinność
Trzymaj mnie życie
Zatrzymaj mnie
Zatrzymaj mnie tu

PUNKT
ZWROTNY
We śnie ujrzałam inny świat, w którym nikt nie kłamie
Cisza wszystko przykryła
We śnie ujrzałam siebie leżącą obok
Lecz nie mogłam powrócić do swojego ciała
Nie mogę się śmiać
Życie odzwierciedla rzeczywistość
Zbyt długo poświęcałam uczucia tym, którzy brali
Aż w końcu nie zostało nic
Aż nagle zrozumiałam, że to ciebie kochałam w sobie
Tak długo żyłam nie znając ciebie
Tyle miłości dawałam innym, nie zostawiając nic dla ciebie
Moje życie się prawie wypaliło
Pokazałeś mi, że dwie połowy razem są silniejsze
Odzyskałam siłę i na nowo odkryłam miłość
Sama nie dałabym rady
Dzięki, że w porę mnie wysłuchałeś
Dzięki ci za zaufanie kiedy byłam słaba
Jestem coraz bliższa celu i żyję nadzieją, że mi się uda
Zanim dotrę do punktu zwrotnego
Zanim staniemy się inni

DZIŚ
OPUSZCZAM TWOJE SERCE
Dziś opuszczam twoje serce, opuszczam twoją bliskość
Przystań twoich ramion, ciepło twojej skóry
Kiedyś byliśmy jak dzieci, każdej nocy oddawaliśmy się hazardowi
Zapatrzeni w lustro tańczyliśmy aż do rana
Dziś opuszczam twoje serce, opuszczam twoją miłość
Opuszczam twoje łzy i wszystko co mam
Oddaję twoje serce życiu, wolności i miłości
Stąd mój spokój, ponieważ cię kocham
W milczeniu cię opuszczam
Ostatni pocałunek
Nigdy nie dowiem się co teraz myślisz
Dziękuję ci za wszystko co czuję
Dziękuję ci za miłość, za wieczność
Dziś opuszczam twoje serce

CIĘŻKO BYŁO CIĘ ZABIĆ
Brakuje powietrza, brakuje przestrzeni
Nie ma już tęsknoty, została mi tylko pustka
Muszę stąd wyjść, odejść
Lecz mimo to wciąż szukam ciebie
I życia którego nie mogę znaleźć
Kryjówki w desperacji
Przeklinałam cię, jednak grzęznę coraz bardziej
Pragnę choćby pocałunku
Jesteś światłem mej duszy
Oddaję ci mój mózg zakonserwowany w formalinie czasu
Dałem ci krew z mego serca
Karmiłem cię siłą moich zmysłów
Dałem ci nieograniczoną władzę
Pozwoliłem ci nawet kierować moim postępowaniem
Dałem ci miłość i zaufanie
Zraniłaś mnie przyjaciółko
Lecz mimo to nie wszystko skończone
Wciąż słyszę twój oddech i widzę jak drżą ci ręce
Wspomnienia ożywają żeby dalej mnie dręczyć
I po cichutku opanowują moje serce ogarnięte bólem za tobą
Sprawiłaś że żyłem i znęcałaś się nade mną
Nie rozumiem tego, nie, to jeszcze nie koniec
Widzę wciąż ten błysk w twoich oczach, drżenie twojego ciała
Trudno było cię zabić
Twoje imię jest dziś niczym pusta księga, niczym nie spełniona obietnica
Na krótko byłaś światłem i moją drogą na świat
A teraz spoczywasz w formalinie i powoli umierasz we mnie
Trudno było cię zabić
Trudno było cię zabić

SANCTUS
Święty, Święty, Święty Pan Bóg Zastępów
Pełne są Niebiosa i Ziemia Chwały Twojej
I nagle objawiłaś się
Nie w otaczającym cię blasku, ale w cieniu który rzucam
Tam cię rozpoznałem
I tak stopiliśmy się w jedno, w kolorze, w obrazie
Przywodziliśmy się do życia
Oświetleni od środka poświatą miłości
Zatopieni w mroku nocy
Hosanna na Wysokości
Błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie
Hosanna na Wysokości

NA
KOŃCU ZOSTAJEMY MY DWOJE
Żadnych kompromisów ani łez w milczeniu
Żadnych pocałunków których smak do ciebie prowadzi
Żadnych powtórek ani oszustw
Żadnych bolesnych wspomnień
Jedynie nadzieja na jeszcze jedną szansę
Tylko to nam pozostało, druga szansa dla nas obojga
Nic nie musisz mówić, nie musisz mnie kochać
Jest we mnie nadzieja dla nas obojga
Bo w końcu zostaliśmy my, dwoje
Muzyka przychodzi z daleka jak nieznajomy
Nie poznaję cię już, twoja miłość jest dla mnie święta
Lecz opuściło cię życie
To pożegnanie, ale nie na zawsze
Klasztor w twoim sercu
Miłość bez granic, ciepło bez światła
Choć leżysz tu zimna i bez życia, nadal zagrzewasz moje serce
Tylko to nam pozostało, druga szansa dla nas obojga
Nic nie musisz mówić, nie musisz mnie kochać
Jest we mnie nadzieja dla nas obojga
Bo w końcu zostaliśmy my, dwoje
Nadzieja mnie prowadzi poprzez dni bez ciebie
A miłość poniesie mnie kiedy ból zabije wszelką nadzieję
|